Rozdział 135

DOMINIC

  Bezczelność!

  Ta pieprzona suka!

  Nie mogę powstrzymać gniewu, stojąc na skraju polany, tuż poza migoczącym światłem ogniska, spowity cieniem. Nocne powietrze jest ciężkie od zapachu sosny i dymu, zmieszanego z ostrym aromatem palącego się drewna. Wilki rozproszone wokół ognia, ich twarz...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie