Rozdział 1 Wszystko Brawn i brak mózgu

POV Izabelli

„Dzisiejszy punkt programu: Darren „Żniwiarz” Williams kontra Isabella Lorenzo” – rozniosło się po całym klubie.

– Mała, dasz radę. On jest gówno wart. Taki napakowany kretyn. Same mięśnie, a w głowie pustka – Jasmine dopinguje mnie, jakby chciała mi tymi słowami wlać odwagę prosto w żyły.

Jestem pochylona, dotykam palcami stóp. Próbuję złapać jeszcze to ostatnie rozciągnięcie.

– Hej, słodka dupciu! Chodź tu i pochyl się dla tatusia! – drze się jakiś typ. Przewracam oczami i kręcę głową. No tak. I właśnie dlatego Jaz co chwilę łapie jakieś zarzuty.

– Nie, Jaz – łapię ją za ramię i zatrzymuję, zanim ruszy w jego stronę. – Nie warto. Ten tępy skurwiel i tak by nie wiedział, co zrobić, gdybym mu wjechała tyłkiem prosto na ryj – uśmiecham się krzywo.

– Dobra, zawodnicy, do ringu – ogłasza spiker.

Darren już tam jest. Stoi w swoim narożniku.

Mięśnie… cholera, jakie on ma mięśnie. Ma ponad metr osiemdziesiąt, a jego ramiona są większe niż moje uda, a ja mam naprawdę porządne uda. O nogach nawet nie wspominam – są szerokie jak moja talia, jedna noga. Czyli facet chodzi na dwóch „mnie”. Łeb ogolony na łyso, oczy lodowato niebieskie. Cholera, te oczy są hipnotyzujące. Wciągają cię jak wir, aż zapominasz, po co tu przyszłaś. No weź się w garść, Bella – mówię sobie, podciągając się do ringu.

– Patrz, szefie, ona nawet nie umie wciągnąć tego swojego seksownego ciałka! Kurwa! Co to kociątko robi w jaskini lwa?! – wyje się typ z narożnika Darrena.

Odwracam się do Jasmine.

– Cicho, Jaz. Odpuść. To serio nie jest warte kolejnego zarzutu – przewracam oczami i znów patrzę na ring. Naciskam stopą liny i wchodzę do środka.

– Kurde, ale ona słodka. Mogę ją zabrać do domu, szefie? – ten sam pajac dalej mieli swoją jadaczką.

Rozumiem. Jestem mała. Mam metr pięćdziesiąt siedem, długie, falowane brązowe włosy, piwnozielone oczy, ważę jakieś pięćdziesiąt kilo. Cycki tylko C, ale mi to pasuje. Trenuję i ćwiczę sporo, więc uda mam konkretne, brzuch mocno ściśnięty, lekki czteropak. No więc tak, jestem „słodka”, ale niech on się wreszcie zamknie.

– Szefie, nie krzywdź kociaka. Jest za ładna – znowu.

Boże, czy on kiedykolwiek zamknie mordę?

– Zawodnicy – spiker daje nam znak, żebyśmy byli gotowi. Potem rozlega się dźwięk dzwonka. Nawet nie mrugam.

Robię kilka kroków do przodu i przyjmuję pozycję. On robi jeden wielki krok i wali we mnie prawym sierpowym. Odchylam się i pudłuje.

Idzie na podbródkowy. Opadam na matę i podcinam mu nogi, zmiatając je spod niego. Wyskakuję z powrotem na nogi. Wiem, że nie będzie mu długo schodziło, zanim się podniesie.

„A niech cię, ty mała suko” — warczy Darren, zamachując się na moją twarz z całej siły. Odskoczyłam w prawo, podskakując, i obróciłam się, żeby kopnąć go w policzek. Cofnęło go i zachwiał się jak po mocnym. Wykorzystałam to od razu: opadłam niżej, oparłam dłonie o matę i zakręciłam się, znów kosząc mu nogi. Runął ciężko. Poleciał do tyłu, a głowa zahaczyła o liny.

Kiedy leżał, położyłam dłonie na jego udach, żeby przeskoczyć na jego barki. Potem przełożyłam nogi, obróciłam się i zapięłam go w ciasny headlock.

Dociskałam. Coraz mocniej. Mocniej i jeszcze mocniej. Okładał moje ręce, próbując mnie zmusić, żebym poluzowała chwyt.

Znam to. To nie moja pierwsza ustawka.

Zacisnęłam się jeszcze bardziej. Zaczął wpychać łokcie w moje żebra. Jeden długi, rozdzierający cios za drugim. Żebra aż wyją z bólu, ale nie odpuszczę. Po tym na bank będę miała pęknięte żebro.

Trzymałam dalej. Zaczyna się bujać. I wtedy — jest. Odklepuje. Kurwa. No i pięknie. Wreszcie. Ten skurwiel nie chciał się poddać.

„Isabella Lorenzo wygrywa przez odklepanie” — ogłasza spiker, a ja puszczam chwyt. Odskakuję do tyłu z jego pleców. Spiker unosi moją rękę.

„Dobra robota, małpko-pajączku” — mówi Darren, klepiąc mnie po ramieniu. Kręci głową i idzie do narożnika, tam gdzie stoją jego ludzie.

Podchodzę do Jasmine i szczerzę się w uśmiechu.

„A nie mówiłam? Same mięśnie, zero mózgu. Dobra robota, Bella. Pękam z dumy” — Jasmine podskakuje jak piłeczka, po czym wpada we mnie z uściskiem. „Uff” — jęknęłam, kiedy przywaliła w moje rozwalone żebra.

„Fuu, to boli?” — mówi i wtyka palec prosto w sine miejsca na moich żebrach.

„Serio, Jaz. Ty to jesteś przypadek” — kręcę głową, przeciskając się z nią przez tłum.

„To co teraz, laska? Idziemy na drinka? O matko!!! Chodźmy na górę, do Obsidianu” — piszczy z ekscytacji, kiedy zgarniają dla mnie kasę.

Idziemy w stronę drzwi. „Hej, kicia, postawię ci drinka?” — wskazuje na bar.

„Wychodzimy. Sorry, może następnym razem” — mówię, robiąc krok w bok, żeby go ominąć. Łapie mnie brutalnie za ramię i ściska stanowczo za mocno. „Patrz, ja nie pytałem.” Wbijam mu łokieć w brzuch i depczę po jego wielkich jak bochny stopach.

Puszcza moje ramię. „Ty jebana suka” — syczy.

„Bella, hej. Wszystko w porządku? Jest tu jakiś problem, Brad?” — Alex podchodzi do nas, patrzy na Brada i unosi brew.

„Pierdolę tę wariatkę” — prycha Brad i odchodzi w stronę baru.

„Dzięki, Alex. Kiedy przyszedłeś?” — pytam, unosząc ręce, żeby go przytulić.

„Wystarczająco dawno, żeby zobaczyć, jak ani chwili nie zmarnowałaś, kładąc tego kolosa i zmuszając go do odklepania” — mówi z szerokim, zadowolonym uśmieszkiem.

„Napijecie się czegoś, zanim odwiozę was do domu?” — wskazuje na bar. Kiwnęłam głową, a on prowadzi nas do baru, nie puszczając mojej dłoni ani na moment.

Następny Rozdział