Rozdział 36

Na zewnątrz jest ciszej, nikt mnie nie zauważa na żwirowej ścieżce. Samochodu Marii już nie ma. Nie ma mojego transportu do domu i nie mam przy sobie telefonu. Emocje tłuką mi się w środku jak w garnku na wigilijnym ogniu, łzy napierają, żeby wypłynąć, ale wciskam je z powrotem.

Nie potrzebuję płak...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie