Rozdział 9
Korytarz jest cichy, zbyt cichy na hałaśliwą szkołę.
Wszyscy patrzą, ucztują na nas oczami i czekają, aby zobaczyć, co zrobi Ben. Jeśli chodzi o mnie, chcę wczołgać się do dziury i zniknąć. Ale nie mogę się ruszyć. Ben jest tak blisko mnie, że widzę cięcie na jego ustach, jak źrenice jego niebieskich oczu rozszerzają się z irytacji. Kładzie obie ręce po obu stronach mojej głowy, pochyla się, aż jego nos zmyje moje ucho, a dreszcze rozciągają się po moich plecach. Jego oddech łaskocze moją szyję, zamykam mocno oczy, aby uniknąć spotkania z jego spojrzeniem i przytulam podręczniki do mojej piersi, jakby mogły mnie uratować przed jego gniewem.
„Gdzie byłeś w sobotę wieczorem?” pyta przyciętym tonem oblanym gniewem, nieświadomy sceny, którą tworzy. Jego głos jest wystarczająco głośny, że każdy bliski go usłyszy, moje oczy trzepotają i mocno połykam.
Z mojego punktu widzenia peryferyjnego, Zauważam, że kilka dziewcząt wynosi telefony, aby rozpocząć nagrywanie. Maria gapi się na nas, wyobrażam sobie koła w jej głowie wymykające się spod kontroli. To nie jest to, co myśli. Rzuciłem jedno błagające spojrzenie na Bena, możemy omówić to później, ale on nie traci opanowania. Jego brwi brudzą tak bardzo, że pojawia się między nimi klin i zaczynam modlić się o pojawienie się nauczyciela, żebym nie musiał mu odpowiadać.
„Jesteś głuchy? Gdzie byłeś?” szczeka.
Jego ton nie pasuje do mnie, oczyszczam gardło. — To nie twoja sprawa, Benjaminie.
Gdy tylko te słowa znikną z moich ust, kiedy Ben uderza w przestrzeń obok mojej głowy. W korytarzu rozbija się echem zbiorowego sapnia, najgłośniejszy z nich pochodzi ode mnie. Jego oczy zwężają się do ostrych szczelin, połykam, gdy jego części ust otwierają się, aby powolnym, groźnym głosem powtarzać jego pytanie, ostrzegając mnie, żebym się zachowywał.
„Do domu”, zaciemniałem się. Mój głos jest chwiejny, jeden z podręczników spada na podłogę. Nasze spojrzenia podążają za nim, nikt z nas nie próbuje go odzyskać. Wybrałbym to, ale boję się ruszać. Zwykłego dnia radzę sobie z łobuzami, ale oczy Bena mają obietnicę i nie dam mu szansy na jej spełnienie. Wygina brwi z nacięciem, moje serce wskakuje w przesadę. Też to zrobiłem? To dlatego jest zdenerwowany? Jeśli to pieniądze, mogę dać mu mój udział. Możemy porozmawiać o tym gdzieś prywatnie. „Byłem w domu”.
Gdyby spojrzenie mogło zabić, umarłbym na miejscu. Jest tyle gniewu i nienawiści upakowanych w jego spojrzenie, że gdybym nie musiał chronić swojej tożsamości, przyznałbym się, powiedziałbym mu wszystko, co powinien wiedzieć z przeprosinami. Ale nie mogę powiedzieć mu prawdy, gdy Maria stoi kilka centymetrów ode mnie. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi od czasów serwetek, a ona nie wie, że walczę o trenera Greysona. Zmuszam łzy do oczu, uderzając rzęsami w Bena, który nadal gapi się na mnie, jakbym wyrósł róg na czole.
Czy wierzy w moje kłamstwo?
„Była w domu, mogę to potwierdzić, ponieważ tam byłem” - mówi Maria z lekkim potrząśnięciem głową, a jej głosem maleńki promień nadziei unosił się w mojej głowie. Moja klatka piersiowa opróżnia się z ulgą, głowa szarpnie chwiejnie w zgodzie. Nie mogąc uformować innego słowa, mruczę wdzięczność pod oddechem. Idąc naprzód, zrobię wszystko, co ode mnie prosi, bez skarg. Będę nawet wziął udział w zajęciach fotografii dla niej. Zbliża się do Bena, wpycha mu telefon w twarz. „Byliśmy w jej domu, wieczór całych dziewczyn”.
Wiem, że pokazuje mu zdjęcie z ostatniego razu, kiedy spędziła noc w moim domu, czyli podczas letniej przerwy. Nie wolno nam spać, gdy szkoła jest na sesji, ale Ben nie musi o tym wiedzieć. Cisza się rozciąga, jestem pewien, że nie tylko ja czekam na jego odpowiedź.
Gdzie są nauczyciele, kiedy ich potrzebujesz? Są dobre tylko do wysłania nas do dyrektora.
Wciąż zamknięty w walce ze mną, Ben szmeruje: „Trzymaj się z daleka, Maria Vega”.
To nie może być dobre. Moje serce tonie do brzucha, pot wypływa na czole, ale moje ręce są zbyt sztywne, abym je podnieść i wytrzeć pot, aby spływały mi po twarzy, kłując oczy. Maria opuszcza telefon z przepraszającym spojrzeniem, oddech wpada mi w gardło. Zaczynam normalnie oddychać, gdy Ben cofa się o krok, uśmiecha się, a ja kurczę się w siebie, gdy jego palec łączy się z moim wisiorkiem. Nie powinienem był dziś nosić naszyjnika. Śledzi kształt wisiorka, jego oczy migoczą na mojej twarzy.
„Byłeś w domu?”
Kiwam głową, Ben kiwa głową. Kuca, żeby odzyskać mój podręcznik, akceptuję go, a pozostałe teksty spadają na podłogę. Nie mogę nic trzymać ze sposobu, w jaki wszyscy na nas patrzą i nie podejmują wysiłków, aby mi pomóc. Nie chcę tu być, chcę, żeby to się skończyło. Wskazując na mój plecak, ciąga pasek, zsuwam go z ramienia, a on wpycha moje podręczniki do środka. Odsuwam się, gdy jego pięść spada na moją szafkę po raz ostatni, moje ramiona opadają, gdy wychodzi z urlopu. Maria jest obok mnie w kilka sekund, jej oczy zawierają pytania, które zadaje tylko prywatnie. Nie widzimy Bena nadchodzącego, dopóki nie wepchnie pięścią w mój bok.
Słodki Jezu.
Skrzyczę. Dlaczego ciągle uderza w to samo miejsce? Kolana słabną, zapadam się na podłogę i zwijam się w piłkę. Usta Marii otwierają się i zamykają, wyrywa się z transu, kiedy jęczę. Spodziewam się, że przyjdzie mi z pomocą, ale oprze się do Bena i patrzę w górę na czas, aby zobaczyć, jak ląduje, jak uderza w jego samozadowolną twarz. Ból rozprzestrzeniający się w żołądku powstrzymuje mnie przed przetwarzaniem tego, co się właśnie stało, więcej uczniów wyciąga telefony, gdy leżałem jęcząc na podłodze z policzkiem przyciśniętym do zimnych płytek.
Maria krzyczy na niego: „Que te la pique un pollo”. Wącham, jej uwaga wraca do mnie, a ona kuca, mierząc moją twarz, aby ocenić zakres wyrządzonych mi szkód. Nie podnosi mojej koszuli, wiedząc, jak nieswojo czuję się z odsłoniętą skórą i oferuję jej mały uśmiech, żeby przestała się martwić. Nie czuję się dobrze, płonie mi brzuch, myślę, że złamał mi żebro. „Wszystko w porządku?” Ona szepcze. Postawię odważny front i kiwam głową, wszystko będzie dobrze. Jestem wojownikiem, jestem mistrzem. Machając palcem w kierunku Bena, Maria szmeruje: „Idiota”. Marszczy brwi, ale nie wyraża wyrzutów sumienia, ani nie patrzy w moją stronę. „Głupi.”
Z pomocą Marii wstaję, ale zajmuje mi kilka sekund, zanim stanę na własną rękę. Każdy robi nam drogę, abyśmy mogli przejść, nie dbając o ukrywanie swojego nocha, gdy ich telefony nadal nas chwytają. Jutro na pewno będę na pierwszej stronie Broadway Gossip. Zabawne czasy. Przynajmniej podzielę się reflektorem z Marią.
Szelest od tyłu sprawia, że ja i Maria zatrzymujemy się, spojrzenie wstecz ujawnia, że wybuchła walka. Czekaj, czy to Daniel? Daniel walczy z Benem. Mrużę oczy, gdy mój przyjaciel podbija Bena do ziemi. Kiedy przybył? Poruszam Marię na bok, uśmiecha się do mnie i zaczynamy chodzić. Uczniowie zaczynają biegać korytarzem, surowy głos pana Marka, naszego nauczyciela fizyki, odbija się od ściany, a ja tłumię syk.
Gdzie był, kiedy go potrzebowałem? Chyba słyszę, jak chłopcy się kłócą, ale nie zwracam się, żeby potwierdzić.
Wbrew woli Marii udaję się do mojej klasy zamiast do pielęgniarki. Jak wyjaśnić im siniaki w żołądku? Podąża za mną do mojej pustej klasy, opieram głowę na biurku i zamykam oczy.
