Zaproszenie
Julia
Wyłączam gorącą wodę i wkładam ostatnie naczynia po śniadaniu do zmywarki, jeszcze raz rzucając okiem na kuchnię, żeby upewnić się, że niczego nie przegapiłam. Jeff już pojechał do pracy, ale jeśli coś przegapiłam, będę musiała to umyć ręcznie. Nie lubi, gdy coś zostawiam.
Zadowolona, że wszystkie naczynia są w zmywarce, wsypuję detergent do odpowiedniego pojemnika i naciskam przycisk start. To nie jest duża maszyna, ale w naszym małym mieszkaniu mieszkamy tylko we dwoje. Jeff nie ukrywa, że chciałby mieć dzieci wkrótce. Nie jestem pewna, czy jestem gotowa. Nie jestem pewna, czy jesteśmy gotowi.
Gdy zmywarka zaczyna cicho pracować, zaczynam przecierać blaty i kuchenkę. Są już czyste. Ciągle wycieram powierzchnie w kuchni, bo nie mam nic lepszego do roboty. Jeff również jasno dał do zrozumienia, że nie chce, żebym miała pracę, chociaż wie, że przydałyby się nam dodatkowe pieniądze. Pracuje w firmie doradztwa finansowego od prawie dwóch lat. Meriweather i Wspólnicy to świetne miejsce do pracy, ale nie jestem pewna, czy Jeff jest tak dobry w swojej pracy, jak to przedstawia. Nigdy nie dostał podwyżki, a kilka razy wracał do domu późno, pijany, wściekły, że ci "idioci" w pracy go nie rozumieją. Myślę, że w te dni miał kłopoty za błędy w swoich kontach.
Nie mogę o tym myśleć. Większość czasu nasze życie jest wygodne. Żyjemy skromnie w największym mieście w kraju, ale nikt nie wie, że nasze życie jest tak marne. Jeff wydaje większość swojej pensji na pozory, a my mamy też dużo długów na kartach kredytowych. Jego szef, Braxton Merriweather, jest miliarderem. Urządza wystawne przyjęcia i zaprasza ludzi z firmy. Jeff nigdy nie przegapia okazji, bo chce być częścią tego świata, choć naprawdę do niego nie należymy. Pochodzimy z małego miasteczka na Środkowym Zachodzie, tysiące kilometrów stąd. Światy stąd.
W ciągu dnia, gdy mieszkanie jest nieskazitelnie czyste, idę na rynek i kupuję składniki na smaczny posiłek dla Jeffa. Dziś kupię coś wyjątkowego, choć mój miesięczny budżet jest prawie wyczerpany. W końcu to wyjątkowy dzień. Dziś jest nasza druga rocznica ślubu.
Zastanawiam się, czy Jeff pamięta. Nie powiedział nic rano. Obudziliśmy się, gdy zadzwonił jego budzik, kochaliśmy się jak co rano, a potem zaczął się szykować do pracy, wychodząc przed ósmą, żeby zdążyć na wszystkie przesiadki i dotrzeć do biura na dziewiątą. Ja zrobię zakupy, utrzymam mieszkanie w czystości, potajemnie popracuję nad moją sztuką, o której Jeff nie wie, że nadal nad nią pracuję, i przygotuję kolację, zanim wróci do domu, co pewnie będzie około siódmej. Lubi wychodzić z pracy późno, żeby pan Merriweather myślał, że ciężko pracuje, chociaż podejrzewam, że wszyscy wiedzą, że nie pracuje tak naprawdę, gdy zostaje po godzinach. Zazwyczaj ogląda wtedy na telefonie filmy dla dorosłych. Jeff ogląda je także w pociągu. Ogląda je cały czas i potem prosi mnie, żebym robiła rzeczy z tych filmów, choć tego nie lubię. Czasami… nie lubię Jeffa.
Jest teraz inny niż był, gdy zaczęliśmy się spotykać. Ale to było prawie dziewięć lat temu, gdy byliśmy dopiero w drugiej klasie liceum. Oboje marzyliśmy o przeprowadzce do wielkiego miasta. Chciałam być artystką, a on chciał być wielkim doradcą finansowym i mieć własną firmę. Oboje skończyliśmy studia, on z dyplomem z finansów, ja z dyplomem z sztuki, pobraliśmy się i przeprowadziliśmy do dużego miasta, aby realizować nasze marzenia.
Odkąd ten pierścionek znalazł się na moim palcu, Jeff się zmienił, a teraz jedyne marzenia, które mogę realizować, to jego.
Próbuję odsunąć te myśli na bok, szykując się do wyjścia na targ. Jest ciepły wiosenny dzień, ale zakładam kurtkę. Jeff mówi, że ważne jest, aby każda część mnie była zakryta, kiedy wychodzę na zewnątrz. Mówi, że mam ładną figurę i nie chce musieć nikomu wybijać zębów z powodu błądzących oczu – zwłaszcza moich. Jeff nigdy mnie nie skrzywdził, ale wierzę mu, kiedy grozi, że może.
Biorę torebkę, telefon i klucze do mieszkania, myśląc, że może kupię stek, chociaż jest drogi. To jedno z ulubionych dań Jeffa. Nie kupiłam mu prezentu na naszą rocznicę, ale mam dla niego kartkę. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Wątpię, żeby on coś dla mnie przygotował, ale to nic. Nie będę robić zamieszania.
„Dzień dobry, Julio!” – mówi nasza sąsiadka, pani Muller, kiedy wychodzę na korytarz. Wchodzi do mieszkania z torbą na zakupy. Zakładam, że właśnie wróciła z targu. „Jak się masz, kochana?”
Jest miłą starszą kobietą. Bardzo ją lubię. Traktuję ją jak babcię. Czasem pijemy razem kawę. „Dobrze, dziękuję. Jak się mają państwo Mullerowie?” Jej mąż jest emerytowanym listonoszem, a ona kiedyś uczyła tańca. Nadal porusza się z gracją baletnicy.
„Dobrze, dobrze” – mówi z uśmiechem. „Na zewnątrz jest dziś dość ciepło. Pewnie nie potrzebujesz kurtki.” Patrzy na mnie podejrzliwie.
Uśmiecham się. „Zwykle mi chłodno” – mówię wymijająco. „Do zobaczenia później.” Kieruję się w stronę schodów, machając jej lekko. Mieszkamy na piątym piętrze. Nie przeszkadza mi schodzenie po schodach, ale wchodzenie jest męczące. Mamy działającą windę, ale Jeff nie lubi, kiedy z niej korzystam. Mówi, że lenistwo mogłoby sprawić, że stracę figurę, a tego by nie chciał.
Jestem prawie na targu, kiedy mój telefon dzwoni w kieszeni. Wyciągam go, myśląc, że to może moja siostra albo mama. Piszą do mnie codziennie, żeby sprawdzić, jak sobie radzę w dużym mieście. Martwią się o mnie. To jednak nie one. To Jeff.
„Impreza dziś wieczorem” – mówi. „Merriweather właśnie zdobył duże konto i świętuje.” Zatrzymuję się na środku chodnika, fala rozczarowania przemywa mnie, myśląc, że to oznacza, że nie spędzimy naszej rocznicy razem. Byłam na kilku imprezach, które organizuje pan Merriweather, ale nie na wielu. Jeff mówi, że nie chce, aby inni mężczyźni w jego biurze byli zazdrośni, pokazując im, jak piękna jest jego żona. W sekrecie myślę, że po prostu wstydzi się, że nie jestem tak elegancka jak żony innych mężczyzn, którzy pracują w jego biurze.
„Spotkajmy się w Merriweather Towers o siódmej. Załóż swoją srebrną sukienkę.”
Gapię się na telefon. Jestem zaproszona na imprezę. Ktoś wpada na mnie od tyłu, potrącając mnie. Przepraszam. Jestem na drodze. Robi do mnie minę i idzie dalej.
Odsuwając się na bok, odpisuję Jeffowi: „Okej.” Nie mam pojęcia, jak dotrzeć do Merriweather Towers, budynków mieszkalnych, które należą do pana Merriweathera, ale jakoś to ogarnę. Wygląda na to, że to ważna impreza, inaczej Jeff nie chciałby, żebym tam była. Mam nadzieję, że to oznacza, że brał udział w zdobyciu konta i że może w końcu będzie miał lepszą pozycję w pracy.
Zdając sobie sprawę, że nie mam teraz powodu, żeby iść na targ, wracam do mieszkania, nerwowa z powodu imprezy, ale pełna nadziei, że w końcu wszystko idzie w dobrym kierunku, bo nie jestem pewna, ile jeszcze wytrzymam tego skromnego życia.
