Plan

Braxton

Jestem nadzorującym, który działa praktycznie. Tak prowadził tę firmę mój ojciec i tak zawsze ją prowadziłem, odkąd pięć lat temu objąłem stanowisko dyrektora generalnego. W wieku dwudziestu siedmiu lat byłem najmłodszym CEO w historii naszej firmy, którą mój prapradziadek założył ponad sto lat temu, ale moje dyplomy z finansów i biznesu z czołowych uniwersytetów, a także nauki pod okiem ojca, w pełni mnie do tego przygotowały. I wykonałem świetną robotę, zwiększając nasze przychody i pozyskując nowych klientów w szybkim tempie.

Dlatego nienawidzę porażki.

Patrząc przez szklane okna na tłum pracowników poruszających się szybko między biurami i boksami, mój wzrok zatrzymuje się na jednej twarzy. Jeff Thompson, wiceprezes ds. finansów naszego największego oddziału. Jak udało mu się zostać wiceprezesem, nie mam pojęcia. Przez dwa lata, odkąd tu pracuje, nie zrobił nic, by mnie zaimponować. Właściwie, zawodzi w prawie każdym zadaniu, które mu przydzielam. Powinienem go zwolnić.

Jedynym powodem, dla którego tego nie zrobiłem, jest wspomnienie z przyjęcia bożonarodzeniowego, którego nie mogę się pozbyć. Jeff Thompson, stojący na uboczu tłumu, obok olśniewającej kobiety w długiej czerwonej sukni. Była prawdopodobnie najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem, i od tamtej nocy, pięć miesięcy temu, nie mogłem przestać o niej myśleć.

Mogę tylko zakładać, że była jego żoną. Nigdy mnie jej nie przedstawił. Wyglądała na… nieswoją. Nie na miejscu. Jakby nie chciała tam być. Może nie chciała być z nim. Chciałem wtedy do niej podejść, zobaczyć, czy jako gospodarz mogę sprawić, by poczuła się bardziej komfortowo. Ale ciągle byłem bombardowany przez innych ludzi potrzebujących mojej uwagi, i nigdy nie udało mi się do niej dotrzeć. Nigdy nie miałem okazji się przedstawić ani jej poznać.

W ciągu tygodni i miesięcy, które nastąpiły, przekonywałem siebie, że to dobrze. Prawdopodobnie była jego żoną, w końcu Jeff nosi obrączkę. W jego biurze nie ma żadnych zdjęć, które mogłyby mnie naprowadzić, czy ta piękna kobieta o karmelowych włosach i oliwkowej skórze, z jasnymi zielonymi oczami i pełnymi czerwonymi ustami była jego żoną. Skoro robiłem wszystko, żeby o niej zapomnieć, nie widziałem sensu, żeby o tym wspominać.

A potem… pojawiło się konto Earst i Hanks. Zostało przydzielone Thompsonowi, aby spróbował je zdobyć. Jak tak ważne przejęcie trafiło do niego, jest dla mnie zagadką. Od wielu lat chciałem zdobyć to ogromne konto. Sprawdziłem je wczoraj i odkryłem, że prawie wymykało się Thompsonowi z rąk. Na szczęście udało mi się przeorganizować mój harmonogram, aby samemu zająć się tym kontem i jakimś cudem udało mi się je uratować. Przeglądając pracę, którą Thompson włożył w to konto, byłem oburzony tym, co zrobił, a właściwie, czego nie zrobił. To zdecydowanie był powód do zwolnienia go.

Ale miałem na myśli coś innego. Wiem, jak wiele znaczy dla niego ta praca, i chcę wiedzieć, jak daleko jest gotów się posunąć, aby ją zachować.

Ogłosiłem już wcześniej tego ranka w firmie, że wieczorem będziemy mieli imprezę w Merriweather Towers, aby uczcić przejęcie. Upewniłem się, że moja asystentka, Cindy Garza, powie Thompsonowi, żeby przyszedł z żoną. Poinformowała mnie, że uniósł brew, gdy przekazywała mu wiadomość, ale skinął głową i sięgnął po telefon. Cindy nie pytała, o co mi chodzi. Jednym z powodów, dla których jest moją asystentką od tylu lat, jest to, że nigdy mnie nie kwestionuje. Przypuszczam jednak, że już wie, dlaczego postępuję tak, jak postępuję. Zazwyczaj wyprzedza mnie o krok.

Próbuję zająć się pracą, ale jest to trudne. Jednym okiem obserwuję Thompsona, który obija się, oglądając coś na telefonie. Słyszałem od innych, że jest uzależniony od pornografii. Przypuszczam, że gdybym przeszukał jego służbowy komputer, miałbym wystarczająco dowodów, żeby go zwolnić. Ale jeszcze nie proszę o przeszukanie. Przez cały dzień robi bardzo mało, podczas gdy ja ciągle odbieram telefony, pracuję z klientami i pomagam moim asystentom w zarządzaniu ich kontami. Drażni mnie widok człowieka, który prawie nic nie robi, a zarabia tyle, ile wiem, że zarabia.

Zasługuje na zwolnienie, a ja zawsze dbam o to, żeby ludzie dostawali to, na co zasługują. Chyba że jest gotów się ze mną targować. Wtedy może dostać jeszcze jedną szansę. Jego żona też musi być chętna, bo nie traktuję jej jako jego własności. Jeśli ona też się zgodzi, może uratuje swoją pracę. W przeciwnym razie Jeff Thompson jutro będzie pakował swoje rzeczy z biura, a moje marzenia o pięknej kobiecie w czerwieni pozostaną tylko marzeniami.

Zbliża się późne popołudnie i muszę udać się do wieżowców, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku na uroczystość. Cały dzień obserwowałem, jak Thompson prawie nic nie robi, i gotuję się ze złości, gdy chwytam kurtkę i teczkę, żeby wyjść na wieczór. Jest prawie piąta, a ja jestem w biurze od przed 8:00.

„Cindy, zamów dla mnie samochód,” mówię, wychodząc z biura.

„Tak, proszę pana.”

„Przyjdziesz wieczorem?” pytam ją.

„Oczywiście, proszę pana,” mówi. „Muszę tylko wrócić do domu i się przebrać. Nie mogę przecież przyjść w tym.” Cindy śmieje się. To nasz stały żart, że nie jest fair, że oczekuję, iż kobiety będą nosić ładne suknie na moje spotkania, podczas gdy większość mężczyzn może przyjść w stroju biurowym. „Ja też się przebiorę,” zapewniam ją.

„Wiem, że tak będzie, proszę pana,” mówi. Niezależnie od tego, ile razy powtarzam jej, że nie musi nazywać mnie „proszę pana”, ona i tak to robi.

„Do zobaczenia, Cindy. Dziękuję za dzisiejszą ciężką pracę.”

„To dla mnie przyjemność,” mówi z uśmiechem, który mówi mi, że naprawdę tak myśli. Wierzę w dobre traktowanie pracowników, aby ciężko pracowali. Tak to widzi Cindy. Pracuje ciężko, żeby być nagradzana i pomagać firmie. Moje oczy wędrują do Thompsona. Prawie nic nie zrobił i zarabia znacznie więcej niż wielu ludzi, którzy tu pracują. To musi się zmienić.

Podnosi wzrok znad telefonu i jest zaskoczony, widząc, że się na niego gapię. Niezdarnie odkłada urządzenie i zaczyna pisać na komputerze, co jakiś czas zerkając na mnie. Nadal na niego patrzę, mając nadzieję, że rozumie, że go widzę. Widzę wszystko, co robi, i wszystko, czego nie robi, i nadszedł czas, żeby odpowiedział za swoje czyny.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział