Konfrontacja
Braxton
Jeff Thompson stoi z grupą niskopoziomowych pracowników swojego działu, śmiejąc się, ich drinki prawie puste i to nie pierwszy raz, jak mogę stwierdzić. Są z pewnością pijani. Stoję z tyłu i obserwuję ich przez chwilę, planując, jak powiedzieć Thompsonowi to, co muszę, bez tracenia panowania nad sobą. Stojąc tak daleko od niego, patrząc na niego z moim drogim alkoholem w jego ręku, w butach bez marki i garniturze, który nosi prawie codziennie od momentu, gdy zaczął dla mnie pracować, tylko zmieniając koszulę pod marynarką, nie mogę się powstrzymać od zastanawiania się, co robi z wszystkimi pieniędzmi, które mu płacę. Na pewno nie wydaje ich na swoją żonę.
Ale potem, jestem prawie pewien, że już wiem. Z tego, co rozumiem, ma poważne uzależnienie od pornografii. To może być kosztowne, gdy ktoś się w to wplącze. Zastanawiam się, czy może również płaci za seks.
Dlaczego miałby to robić, kiedy jego żona jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem, nie mogę powiedzieć, ale nigdy nie uważałem go za szczególnie inteligentną osobę. W rzeczywistości, sądząc po jego ostatniej pracy, wydaje się, że Jeff Thompson to idiota, jeden z najgłupszych ludzi, jakich kiedykolwiek spotkałem.
Patrzę na niego przez długi czas, zanim ktoś z jego małego kręgu spojrzy na mnie. Wtedy nagle wszyscy stają się poważni. Koniec śmiechów i żartów. Koniec głupich, irytujących dowcipów.
"Pan Merriweather," mówi jeden z innych garniturów, facet, którego zatrudniłem około sześć miesięcy temu, imieniem Reggie Carter. "Jak się pan miewa?"
Jestem zobowiązany odpowiedzieć, więc to robię. "Dobrze, Reggie, dziękuję. A ty?"
"Dobrze, dobrze," jąka się. Moja uwaga wraca do Thompsona.
Ochrząkam się. "Czy mogę z tobą chwilę porozmawiać, Jeff?" pytam, mając nadzieję, że nie brzmię jakbym miał zamiar spuścić na niego młot. Młot musi zostać spuszczony, ale to jest impreza towarzyska, przypominam sobie o tym, kiedy odchodzę na bok, pewny, że Thompson pójdzie za mną.
Wchodząc do małej wnęki z boku głównej sali, blisko toalet, odwracam się i patrzę na niego. Jest wyraźnie pijany i zastanawiam się, ile z tego, co mam mu do powiedzenia, zostanie mu w głowie do jutra rano. Przez chwilę się waham, zanim mówię, obawiając się, że to, co mogę powiedzieć, może zabrzmieć konfrontacyjnie, a tego nie chcę, przynajmniej na razie. "Thompson," mówię, patrząc w dół, aby móc spojrzeć mu w oczy, ponieważ jest znacznie niższy ode mnie. "Jak wiesz, chciałem, żebyś zaprosił swoją żonę na to spotkanie towarzyskie. Uważam, że ważne jest, aby firma, kiedy tylko to możliwe, uwzględniała rodzinę."
"Tak, proszę pana, wiem," mówi, jego słowa się rozmazują. "Ona tu jest... gdzieś." Rozgląda się, jakby właśnie się oddaliła, a nie jakby kazał jej stać na zewnątrz, bo się jej wstydzi.
Kiwam głową. "Wiem, Thompson. Znalazłem ją stojącą na zewnątrz samą i zaprosiłem ją z powrotem do środka."
Jego oczy rozszerzają się z zaskoczenia, ale potem znowu się zwężają, gdy waha się między tym, co chce powiedzieć, a tym, co myśli, że chcę, żeby powiedział. W końcu decyduje się na: "Bardzo przepraszam, że sprawia panu kłopoty."
Biorę głęboki oddech przez nos. „Wręcz przeciwnie. Pańska żona jest urocza. Niestety, przegapiła kolację, którą przygotowałem dla wszystkich moich gości.”
„Tak, cóż, niestety Julia nie jest zbyt dobra w punktualności.” Zrzuca winę na nią.
Wiem, że to nie jej wina. „Naprawdę?” pytam, wciskając ręce głęboko w kieszenie spodni garniturowych, kołysząc się w przód i w tył, próbując utrzymać spokój. Trudno mi zachować cierpliwość wobec ludzi takich jak Jeff Thompson.
Wzrusza ramionami, ale ponieważ jest pijany, prawie się przewraca. „Upewnię się, że coś zje, gdy wrócimy do domu.”
Sposób, w jaki to mówi, sprawia, że myślę, że może mówić o czymś seksualnym, co mnie obrzydza. „Upewniłem się, że zjadła kolację,” zapewniam go. Śmiech, który miał wyjść z jego ust, zatrzymuje się w gardle, i widzę teraz, że rozumie, że to nie jest dla mnie śmieszne. „Chciałem tylko upewnić się, że rozumie pan, że powodem, dla którego weszła do środka i teraz siedzi w moim apartamencie, jedząc tę samą kolację, co wszyscy inni, jest to, że nalegałem, aby przyszła. Nie byłby pan z tego powodu zdenerwowany ani zły, prawda, Thompson?” pytam, wyzywając go, by powiedział, że tak.
„Oczywiście, że nie, proszę pana,” mówi, szeroko otwierając oczy.
„Dobrze. Bo chcę, żeby pan wiedział, że nie toleruję mężczyzn, którzy poniżają swoje żony. Nie toleruję żadnej formy przemocy ani negatywności, i gdybym dowiedział się, że wrócił pan do domu i zrobił coś negatywnego swojej żonie z powodu mojego nalegania, aby weszła do środka i coś zjadła, byłbym... bardzo zaniepokojony. Mam nadzieję, że wyrażam się jasno, bo Thompson, musi pan wiedzieć, że jeśli coś z tego wyniknie, na pewno się o tym dowiem.”
Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami, rozważając wszystko, co powiedziałem, i myślę, że jest duża szansa, że mnie słyszy, ale nie jestem przekonany, że zastosuje się do tego, co mówię. Bierze głęboki oddech i mówi: „Zawsze jestem dobry dla mojej żony, proszę pana.”
Kiwnę głową i próbuję w to uwierzyć, chociaż wymiana wydaje się przekazywać mu, że lepiej nie będzie krzyczał na swoją żonę, gdy wróci do domu, nie jestem przekonany. „Jutro rano chciałbym porozmawiać z panem w moim biurze o dziewiątej, zrozumiano?” Kładę rękę na jego ramieniu, aby podkreślić swój punkt, nie dlatego, że szczególnie lubię go dotykać.
Kiwnął głową. „Tak, proszę pana. Będę tam.”
Poklepuję go po ramieniu i odchodzę od niego, zanim poczuję pokusę, by poklepać go mocniej. Znam Thompsona. Nawet gdyby był trzeźwy, nie pamiętałby tego, co mu powiedziałem. Na pewno nie będzie tam o dziewiątej rano, ale na wszelki wypadek, gdyby zdecydował się wyładować swoją frustrację na żonie, upewnię się, że będą śledzeni do domu, aby jutro sprawdzić, co u niej. Nie do pomyślenia jest, aby mały, głupi człowiek jak Jeff Thompson obwiniał swoją piękną żonę za swoje niepowodzenia.
Widzę kilka osób, które chcą mojej uwagi, więc przepraszam Thompsona i wracam przez pokój, aby porozmawiać z ludźmi, z którymi naprawdę chcę spędzić czas.
