Rozdział 4

MIA

Wszyscy spojrzeli na mnie z zaskoczeniem; Cassandra, Joe, Caroline. Doktor. Patrzyłam tylko na Dereka.

Spojrzał na mnie w szoku, a jego usta otworzyły się, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie padły żadne słowa.

„Mogę z tobą porozmawiać?” powiedziałam spokojnym głosem. Mogłam wyglądać jak straszny bałagan, ale byłam zdeterminowana, by brzmieć jak spokojna i stanowcza Luna, którą kiedyś miałam nadzieję być.

Derek poszedł za mną do poczekalni i jednym spojrzeniem swojego Alfy sprawił, że recepcjonistka uciekła, zostawiając nas samych w pokoju.

„Mia,” zaczął, ale mu przerwałam.

„Jak długo?” zażądałam. Wydawał się chwilowo zaskoczony moją odwagą.

„Jak długo wiedziałeś, że nigdy nie będziesz mnie traktować jako równą? Że będę twoją Luną tylko z nazwy?”

Jego wyraz twarzy stał się nieczytelny. „Od samego początku.”

Słowa uderzyły jak fizyczny cios, odbierając mi oddech.

„Więc dlaczego? Dlaczego udawać? Dlaczego sprawić, że uwierzyłam, że mamy tu przyszłość?”

„Nigdy cię nie okłamałem, Mio,” powiedział po prostu. „To ty założyłaś, że wszystko będzie inaczej.”

„Więc jestem tylko ciepłym ciałem,” powiedziałam, nagle płaskim tonem. „Kimś, kto ogrzewa twoje łóżko.”

„To jest nasz związek,” powiedział, odwracając się do okna z rękami za plecami, jak jakiś dyrektor generalny zwracający się do podwładnego z obojętną pobłażliwością. „Nie zdradzę cię. Ale wzięcie odpowiedzialności za ciebie to największa uprzejmość, jaką mogę zaoferować.”

Odwrócił się do mnie.

„Jesteś wyrzutkiem, Mio. Nasze społeczeństwo nigdy nie pozwoli mi traktować cię jak równą.”

Zrobiłam krok bliżej niego, ręce drżały.

„A nasze dzieci? Będziesz patrzył na nie z góry tak samo, jak patrzysz na mnie?”

Cisza.

Derek nic nie powiedział, ale jego brak odpowiedzi mówił głośniej niż jakiekolwiek słowa. Moje serce się rozpadło. Jakakolwiek głupia nadzieja, którą miałam, zamieniła się w popiół w mojej piersi.

„Odrzuć mnie,” wyszeptałam, mój głos surowy.

Jego brwi lekko się zmarszczyły. „Co?”

„Odrzuć mnie!” powiedziałam głośniej, moje ciało drżało od siły emocji. „Jeśli nic dla ciebie nie znaczę, to zakończ to. Zakończ nasze więzy.”

Wewnątrz mnie, słyszałam, jak Nox wyje „NIE!”

Derek westchnął gwałtownie, jakby jego wilk Erebus również na niego wył.

„Mój wilk potrzebuje twojego,” powiedział z niecharakterystyczną wrażliwością.

„Ale czego ja potrzebuję,” powiedziałam, mój głos prawie szeptem. „To więcej niż to, co jesteś w stanie mi dać.”

Widziałam mieszankę emocji na jego twarzy, a potem stężał ją zimną determinacją.

„Nie masz dokąd pójść, Mio. Ucieczka niczego nie zmieni.”

Pomyślałam o Cassandrze po drugiej stronie drzwi. O Joe i Caroline i szeptach, które mnie śledziły nawet w domu stada.

„Wszystko jest lepsze niż to.” Spotkałam jego wzrok, podnosząc podbródek.

„Na mocy praw Księżyca i więzi, która nas łączy, ja, Mia, odrzucam cię, Alfo Derek z rodu Silverclaw, jako mojego przeznaczonego partnera. Zrywam świętą więź, którą Księżycowa Bogini między nami utkała. Od tego momentu nie jesteś już mój.”

Nox zgrzytała zębami i wyła, ale nie dałam się przekonać.

Oczy Dereka pociemniały, a mięśnie jego szczęki napięły się. Po raz pierwszy na jego twarzy pojawił się cień szoku, ale zniknął równie szybko, jak się pojawił. Stał w milczeniu, zupełnie nieruchomy, jakby nie usłyszał, że właśnie przecięłam jedyną nić, która nas łączyła.

Ból przeszył mnie jak pazury drapiące moją duszę, odrzucenie rozdzierało coś głęboko we mnie. Z trudem złapałam oddech, ledwo utrzymując równowagę, ale nie pozwoliłam mu zobaczyć, jak się łamię. Odwróciłam się na pięcie.

"Mia." Jego głos był ostry, rozkaz ukryty pod płaszczem troski. "Jesteś teraz emocjonalna. Dam ci trochę czasu. Ale jeśli nie wrócisz przed ślubem, nie zawracaj sobie głowy powrotem."

Nie zawahałam się. Otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz, zostawiając za sobą jedyne prawdziwe życie, jakie znałam.

CASSANDRA

Wyszłam z gabinetu za Joem i Caroline, uważając, by nadal trzymać ramię w sposób sugerujący ból. Lekarz powiedział, że rentgen nic nie wykazał, ale to nie znaczyło, że nie mogłam ich wszystkich przekonać, że nadal boli.

Derek stał przy oknie gabinetu, napięty, wpatrzony w nicość. Wszyscy przez chwilę go obserwowaliśmy, przyglądając się sztywnej linii jego szczęki i zaciśniętym dłoniom.

"Co się stało?" zapytał Joe, robiąc krok do przodu.

Derek w końcu odwrócił się do swojego Beta. "Ona odeszła," powiedział.

"Kto odeszła?" zapytała Caroline, marszcząc brwi z troską.

"Mia." Twarz Dereka była ledwie kontrolowana.

"Poszła z powrotem na miejsce?" zapytała Caroline.

"Nie," warknął Derek. Byłam zdeterminowana, by zostać Luną, ale bałam się go, gdy był taki. "Ale wróci przed ślubem. Ostrzegłem ją. I nie ma dokąd pójść."

"Pozwól jej odejść, Derek. Ona nie była dla ciebie odpowiednia. Nigdy nie była," powiedziałam, zaciskając usta, udając współczucie. Zmusiłam się do odwagi, przeszłam przez pokój i położyłam rękę na jego ramieniu, pozwalając, by mój dotyk trwał dłużej.

"Wiesz, że to prawda. Nigdy nie była przeznaczona na naszą Lunę," dodała Caroline. "Rogue nigdy by sobie z tym nie poradziła."

"Chcesz, żebym zadzwoniła do twojej matki?" zapytałam ostrożnie. "Żeby powiedziała gościom, że ślub jest odwołany?"

"Nie!" odpowiedział szybciej i bardziej stanowczo, niż bym chciała. "Powiedziałem ci. Ona wróci."

"Ale jeśli nie wróci. Nie zamierzasz jej szukać, prawda?" zapytała Caroline, rzucając mi krótkie spojrzenie.

Milczenie Dereka było wystarczającą odpowiedzią.

"Pozwól mi zająć się planem B," mruknęłam. "Masz wystarczająco dużo na głowie, bez ganiania za dziewczyną, która nie należy."

Nic nie powiedział. Nie musiał. Już wygrałam.

Joe i Caroline podeszli do swojego Alfa, chętni zrobić cokolwiek, co mogłoby mu pomóc.

Odsunęłam się, już układając w głowie kolejne kroki.

Mia nie wróci. Tego byłam pewna.

Wyszłam z pokoju i wyciągnęłam telefon. Zadzwonił trzy razy, zanim został odebrany.

"Zróbcie przygotowania," powiedziałam cicho. "Nie ma prawa postawić stopy na tym terytorium."

Nastąpiła chwila ciszy, telefon syczał w moich rękach.

"Zrozumiano," odpowiedział w końcu głos.

Rozłączyłam się i uśmiechnęłam do siebie. Mia nigdy nie była godna Dereka.

A teraz, nigdy nie będzie.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział