Rozdział 240

Wesley

Śmiech. Zimny i okrutny.

Przykleiłem się mocniej do głazu, niemal nie oddychając. Czterech. Może pięciu. Wszyscy uzbrojeni, w czerwonych bandanach i wytartych skórzanych kamizelkach, po których od razu było widać, że są z Karmazynowego Syndykatu. Nowi sojusznicy Thomasa.

No jasne, że tak. ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie