Rozdział 274

Wesley

Wyleźli z każdego możliwego kąta. Za maszynami. Ze środka kontenerów. Jeden typ dosłownie zrzucił się z belki pod sufitem jak jakiś pieprznięty pająk. Inny wygramolił się z kratki ściekowej w podłodze, cały w syfie i chuja wartej krwi.

To była zasadzka. Idealnie skoordynowana zasadzka.

I t...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie