Rozdział 11 Cena wolności

Sean pokrzepił Keirę kilkoma słowami i zaraz potem pospiesznie wyszedł.

W kolejnych dniach, chociaż Sean wciąż często ją odwiedzał, coraz częściej odbierał telefony.

Nawet jeśli celowo trzymał spokojny ton, gdy z nią rozmawiał, Keira i tak wyczuwała tę ukrytą ciężkość w jego głosie.

Nawet nie widząc, czuła, jak bije od niego zmęczenie i presja, jakby miał to wypisane na skórze.

Słyszała, jak pielęgniarki szeptały, że Grupa Coleman nie szczędzi grosza, prując na oścież z pozornie nieograniczonymi zasobami, żeby bez pardonu przycisnąć Grupę O’Neill.

W tamtej chwili serce Keiry miało wrażenie, jakby wpadło prosto do lodowatej piwnicy.

Wiedziała, że to zemsta Aidena — nienawidził każdego, kto jej pomógł.

To uświadomienie wbiło się w nią jak ostry nóż.

Gdy Sean znów wszedł do sali, Keira wyciągnęła rękę, macała w powietrzu, aż w końcu złapała go za rękaw.

— Panie O’Neill, nie mogę już pana ciągnąć na dno — powiedziała drżącym głosem. — Proszę mnie puścić.

Keira ciągnęła dalej, a łzy spływały po jej pustych oczach. — To ja jestem jego celem. Jeśli odejdę, przestanie się za panem uganiać.

Sean delikatnie ujął jej zimną dłoń, a jego głos był spokojny i twardy.

— To nie ma z tobą nic wspólnego, Keira. Atak Aidena na moją firmę to rywalizacja biznesowa, nie ty. Ty masz się skupić na powrocie do sił i przygotowaniu do operacji.

Choć jego słowa były ciepłe, nie potrafiły rozproszyć chłodu w sercu Keiry.

Wiedziała, że to wszystko przez nią.

Po raz kolejny ona — ta, którą wszyscy widzieli jako ciężar i pecha — ściągała w dół jedyną osobę, która dała jej schronienie.

Poczucie winy niemal ją zmiażdżyło.

Zacisnęła zęby i podjęła decyzję — jeśli Aiden naprawdę przyjdzie, ona już nie schowa głowy w piasek jak tchórz.

Nie spodziewała się tylko, że ten dzień nadejdzie tak szybko.

Następnego popołudnia nagle pod salą rozległo się jakieś dziwne zamieszanie.

Za drzwiami Aiden miał twarz lodowato spokojną, a biła od niego groźna aura, taka, że człowiek odruchowo wolał trzymać się z daleka.

Za nim stało kilku ochroniarzy w czerni, naprzeciw ludzi Seana, w napiętym, dusznym klinczu.

— Wydaj mi Keirę — rozkazał Aiden, a jego głos był twardy i nieznoszący sprzeciwu.

Sean zastąpił mu drogę w progu i ani drgnął. — Ona musi odpocząć.

— Odpocząć? — Aiden parsknął pogardliwym, zimnym śmiechem, a w oczach zapłonęła mu wściekłość. — Widzę, że całkiem wygodnie jej się chowa za tobą. Coraz sprytniejsza się robi w tych swoich numerach!

Ich kłótnia niosła się wyraźnie do środka. Serce Keiry waliło jak oszalałe, spięte do granic.

Nie mogła pozwolić, żeby Sean dalej stawiał temu czoła sam.

Z trudem podniosła się na łóżku i zwróciła się do pielęgniarki stojącej obok.

— Orla… proszę, pomóż mi tam podejść.

Pielęgniarka Orla wyglądała na zmieszaną i zmartwioną, ale po kolejnych prośbach Keiry ostrożnie pomogła jej wstać.

Gdy drzwi sali się otworzyły, wszystkie spojrzenia natychmiast skupiły się na nich.

W chwili, gdy Aiden zobaczył Keirę, jego źrenice gwałtownie się zwęziły.

Miała na sobie za dużą szpitalną koszulę, przez którą wyglądała tak, jakby byle podmuch wiatru mógł ją porwać.

Długie włosy opadały swobodnie na ramiona, przez co jej drobna twarz wydawała się jeszcze bardziej bez życia.

Najbardziej uderzające były jednak jej oczy.

Te kiedyś przejrzyste oczy teraz patrzyły gdzieś przed siebie, puste, zupełnie niełapiące ostrości.

Naprawdę nie widziała?

Ta myśl na moment ścisnęła Aidenowi serce.

Ale to uczucie szybko utonęło w jeszcze silniejszym gniewie i podejrzliwości.

To musi być kolejna szopka!

Bardziej wyrafinowany sposób, żeby wzbudzić litość!

— Ciągle grasz! — ryknął szorstko, a w jego głosie była lodowata odraza. — Myślisz, że uwierzę w tę sztuczkę?

Keira odwróciła się w stronę jego głosu, a jej puste oczy wyglądały tak, jakby na niego patrzyły.

— Aiden — zawołała, ledwo słyszalnie, ale z rozdzierającym serce spokojem. — Co muszę zrobić, żebyś wreszcie dał mi odejść?

Aiden podszedł krok po kroku, patrząc na nią z góry z pogardą.

— Wracasz ze mną i dalej spłacasz swój dług!

— Nie. — Keira pokręciła głową, a jej głos zadrżał. — Nie wracam.

Pod osłupiałym spojrzeniem wszystkich uklękła w stronę, z której dochodził głos Aidena.

Odgłos jej kolan uderzających o zimną posadzkę odbił się ciężkim echem w sercach zebranych.

— Proszę… pozwól mi odejść.

Spuściła głowę. Jej smukła szyja wyglądała tak krucho, jakby miała pęknąć od najlżejszego dotyku.

— Jestem już ślepa. Proszę… miej litość.

Błagała o jego miłosierdzie resztką godności, jaka jej została.

Ale dla Aidena ta pokora i rozpacz były tylko przedstawieniem.

Rzucił się do przodu i chwycił ją za ramię tak mocno, że niemal miażdżył jej kości.

— Idziesz ze mną! Przestań tu robić cyrk!

Kiedy szarpał ją brutalnie, w Keirze pękła ostatnia nitka wytrzymałości.

Cały ból, tortury i upokorzenia wybuchły w tej jednej chwili.

Wrócić do tamtego piekła? Znowu znosić jego wściekłość i dręczenie ze strony niego i rodziny Lynn?

Nie. Prędzej umrze!

Siłą, o którą sama by się nie podejrzewała, wyrwała się gwałtownie z uścisku Aidena.

Jednocześnie wyciągnęła z dużej kieszeni szpitalnej koszuli nożyk do owoców.

To był ten nożyk, który wcześniej ukryła po kryjomu, gdy pielęgniarka na moment nie zwracała uwagi.

— Aiden! — wrzasnęła z całych sił, przenikliwie i desperacko.

— Chcesz, żebym spłaciła dług? Nienawidzisz mnie do szpiku kości? Proszę bardzo! Spłacę ci go swoim życiem! To, co rodzina Lynn jest ci winna, i to, co ja jestem ci winna — oddam wszystko! Od dziś nic ci już nie będę winna!

Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zacisnęła obie dłonie na rękojeści i wbiła ostrze z całej siły we własne serce.

Dźwięk, z jakim stal przebiła ciało, mroził krew w żyłach.

Krew natychmiast trysnęła, barwiąc jej bladą szpitalną koszulę na czerwono — widok aż odrzucający.

Czas jakby stanął.

Nie mogła uciec, a tylko śmierć mogła na zawsze odciąć ją od Aidena.

Złość na twarzy Aidena rozsypała się w jednej chwili.

— Keira! — Sean krzyknął przerażony.

To on pierwszy dopadł do niej, złapał jej osuwające się ciało i mocno przycisnął ranę, próbując zatamować krwawienie.

— Lekarz! Natychmiast lekarza!

Personel medyczny w końcu otrząsnął się z szoku i w pośpiechu przełożył Keirę na nosze, pędząc w stronę sali operacyjnej.

Sean poszedł za nimi kilka kroków, po czym nagle się zatrzymał.

Odwrócił się i wbił wzrok w ziemistą, pobladłą twarz Aidena.

Potem wpadł do sali, chwycił plik dokumentów, wyszedł i z całej siły cisnął nimi w Aidena!

— Patrz na to! Aiden! Patrz uważnie! — głos Seana trząsł się od skrajnej wściekłości i bólu.

— To jej wyniki badań: ślepota spowodowana guzem uciskającym nerw wzrokowy. Ostre zapalenie żołądka, ciężkie niedożywienie i trauma psychiczna. Każde z tych schorzeń mogło ją zabić! Zadowolony już?

Kartki rozsypały się po całej podłodze.

Jak ciężkie młoty — każda uderzała prosto w serce Aidena.

Spojrzał w dół, nie wierząc własnym oczom.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział