Rozdział 5

Gamma Jack

  "Jack, obudziłeś się, bracie?" Głos Alfy dudni w mojej głowie, kiedy mnie łączy, i nie miałbym nic przeciwko, ale jest 5:40 rano, a ja zasnąłem dopiero po 4:00. Cholera, moje życie!

  "Jestem obudzony, co się dzieje, Cal?"

  "Przepraszam, że cię budzę tak wcześnie, ale muszę cię teraz w moim biurze. Możesz spróbować znaleźć Liama po drodze? Nie odpowiada na link ani telefon."

  Brzmi tak samo zmęczony jak ja i wiem, że on też nie spał dużo, co tylko sprawia, że moje zmysły szaleją i wiem, że nie polubię tego, co się dzieje.

  "Już idę." Wyskakuję z łóżka i szybko zakładam szorty i t-shirt, zanim pójdę na piętro wyżej, żeby spróbować obudzić Liama.

  "LIAM!" Po całym piciu i krzyczeniu zeszłej nocy oraz teraz wykrzykiwaniu imienia Liama, moje gardło jest surowe. "Liam, obudź się, bracie!" W końcu, po kilku kolejnych stukaniach do jego drzwi sypialni, w końcu otwiera drzwi i mam nadzieję, że nie wyglądam tak źle, jak on teraz.

  "Jack, co się dzieje?"

  "Calvin potrzebuje nas w swoim biurze teraz, łączył się z tobą i dzwonił."

  "Ah, cholera, wyłączyłem link wczoraj wieczorem i nie mam pojęcia, gdzie jest mój telefon."

  Pocieram oczy, próbując i nie udając obudzić się, podczas gdy on pociera twarz.

  Jest już w szortach, więc szybko łapie t-shirt i ciągniemy nasze martwe ciała na piętro wyżej do biura Calvina.

  "Cieszę się, że nie jestem jedynym, który jest kompletnie wykończony!" Calvin mruczy, gdy obaj wpadamy do jego biura i opadamy na duże krzesła przed jego biurkiem.

  "Nawet nie dwie godziny snu, Cal, to lepiej żeby było dobre!" Liam burczy.

  "Dzień dobry, moi chłopcy." Michael wita nas, wchodząc do biura z Luną Lucy u boku, oboje rozpromienieni, co sprawia, że wszyscy jęczymy.

  "Jak możecie być tacy szczęśliwi?" Cal skarży się.

  "Szklanka wody przed snem na początek i była jeszcze jedna rzecz... O tak, to prawda, oboje z waszą matką byliśmy w łóżku przed północą." Jego zuchwały uśmiech sprawia, że chcę się śmiać, ale moje ciało na to nie pozwala. "O której godzinie wy poszliście spać?"

  Rzuca nam wszystkim swoje surowe ojcowskie spojrzenie, ale nie ukrywa nutki rozbawienia, która próbuje się wydostać.

  "Około 3:30." Calvin mruczy.

  "Około 4," dodaje Liam z własnym mruknięciem.

  "Po 4." Jestem ostatni, który dołącza do narzekania i to wydaje się być ostatnią kroplą dla Michaela i Lucy, którzy wybuchają śmiechem, a my wszyscy zasłaniamy uszy z bólu.

  Przysięgam, jeśli następna osoba, która tu wejdzie, będzie tak cholernie szczęśliwa, strzelę sobie... albo im. Szczerze, na tym etapie, może być różnie.

  "Dlaczego byliście tak późno na nogach?" Lucy pyta, choć podejrzewam, że już zna odpowiedź. "Oglądałem Netflixa!" Liam wtrąca się, bez wątpienia ciesząc się, że nie ma tej samej odpowiedzi co ja i Cal.

"Tak, Netflix. Też oglądałem Netflixa." Cal odpowiedział z zakłopotaniem, co sprawiło, że musiałem powstrzymać śmiech, który utknął mi w gardle, by oszczędzić biedną głowę.

"Jestem pewien, że miała na imię Hanna, a nie Netflix," Liam zaśpiewał z szerokim uśmiechem, co było dla mnie za dużo i wybuchłem śmiechem, przytulając bolącą głowę.

"Z czego się śmiejesz, śmieszku? Założyłbym się o ostatniego dolara, że Luke nadal śpi w twoim łóżku." Cal rzucił mi przebiegłe spojrzenie, ale to nie powstrzymało mnie od śmiechu.

"Nie mogę z wami, chłopaki!" Lucy próbowała wyglądać surowo, ale nie trwało to długo.

"Jak miała na imię, Liam?" Michael zapytał, unosząc jedną brew i uśmiechając się złośliwie.

"Powiem wam, że byłem bardzo grzeczny wczoraj wieczorem, dziękuję bardzo!" Pokazał swój dumny uśmiech, co znów wywołało mój śmiech.

"Dobrze, jak bardzo chciałbym kontynuować tę rozmowę, jest powód, dla którego zwołałem was tak wcześnie i jest to dość pilne, więc powinniśmy zacząć." Cal w mgnieniu oka przeszedł od przyjaciela do Alfy, a ja obserwowałem, jak Liam wchodzi w tryb Beta.

"Co się dzieje, synu?" Michael może nie jest już Alfą, ale zawsze jest gotów pomóc, gdy jest taka potrzeba, a ponieważ Cal nie znalazł jeszcze swojej partnerki, jego mama Lucy nadal jest Luną tej watahy i uczestniczy we wszystkich spotkaniach, a Michael, będąc dobrym partnerem, zawsze jest u jej boku.

"Jak wszyscy wiecie, kilka dni przed tym, jak tata ustąpił, a ja przejąłem władzę, zawarliśmy sojusz z watahą Red Ridge. W każdym razie, kilka dni temu otrzymałem telefon od Alfy tej watahy, Alfa Rolanda. Chciał mnie poinformować, że dwóch członków jego watahy złamało poważne zasady i zostali wyrzuceni, a on chciał nas ostrzec na wypadek, gdyby pojawili się tutaj, szukając schronienia."

"Co zrobili?" Liam zapytał, prostując się na krześle.

"Napaści na członkinie watahy, kradzież funduszy watahy, grożenie członkom watahy, a na koniec grożenie samemu Alfie."

"Kurczę, to są odważne posunięcia."

"Mówisz mi... Czekaj, jak mogli mieć dostęp do funduszy watahy?" Mózg Beta Liama w pełni się uruchomił, za co byłem wdzięczny, bo mój Gamma nadal spał po wczorajszym piciu.

"Członkowie watahy, o których mówi, to Beta watahy i jego syn." Kurczę!

Wszyscy w pokoju mieli taką samą reakcję jak ja, ale czułem, że jest coś więcej.

"Co jeszcze się stało, Cal? Dlaczego jesteśmy tu tak wcześnie?"

"Wczoraj, tuż przed grillem, Alfa Roland zadzwonił ponownie, aby ostrzec, że zostali zauważeni w promieniu kilku godzin stąd i że ma silne podejrzenia, że zabili wielu jego wojowników bez powodu i są niezwykle niebezpieczni. Doradził również, abyśmy byli w pełnej gotowości." "Więc co się teraz zmieniło?" Wiem, że jest coś więcej.

"Jakąś godzinę temu obudził mnie telefon od Alfy Rolanda. Powiedział, że zauważono ich w odległości godziny od naszych granic i że zabili więcej wojowników. Powiedział, że są poza kontrolą i obawia się, że mogą sprawić nam kłopoty. Zdecydował się cofnąć karę wypuszczenia ich jako Łotrów i zabrać ich z powrotem do swojej watahy, aby wymierzyć inną karę."

"Czy on chce ich zabić?" zapytał Liam z nutą zrozumienia.

"Nie powiedział tego wprost, ale myślę, że tak. Poprosił nas o pomoc w ich schwytaniu. Są zagrożeniem dla naszej watahy, ale co ważniejsze, są zagrożeniem dla kobiet, dzieci i starszych członków naszej watahy. Naszym zadaniem jest ich chronić, więc jeśli oznacza to pomoc w schwytaniu tych drani i usunięciu ich z naszych granic, to chętnie pomogę."

"Absolutnie, jestem za, Cal." Liam szybko odpowiedział.

"Ja też, Cal. Bez żadnych pytań."

"Cokolwiek potrzebujesz, synu, jesteśmy wszyscy za," wykrzyknął Michael, podczas gdy Luna Lucy z radością się zgodziła. Widziałem, że Calvin to docenia, to będzie pierwsze oficjalne zadanie Alfy od przejęcia władzy i wiem, że docenia wsparcie od naszego poprzedniego Alfy.

Jest niesamowitym człowiekiem i już niesamowitym Alfą, ale to nie znaczy, że czasami nie wątpi w siebie, zwłaszcza że to dopiero początek jego roli. Wiem, że Liam czasami nadal się denerwuje i może wątpić w siebie, ale jego rodzice są równie wspierający jak rodzice Calvina, co jest dla niego ogromną pomocą.

Jak zawsze, czuję ten ból w sercu, myśląc o moich rodzicach. Oczywiście, nie jestem zazdrosny, że oni mają swoich rodziców tutaj z nimi, po prostu smutno mi, że nie mam swoich.

Ale wiem, że nie jestem sam. Zarówno Liam, jak i Calvin mogą nie być moimi braćmi z krwi, ale są nimi w każdym innym sensie tego słowa, a ich rodzice zawsze byli niesamowitym wsparciem dla mnie. Wraz z Norą, upewnili się, że nigdy niczego mi nie brakowało od tamtego dnia i będę im za to zawsze wdzięczny.

"Dobra, chłopaki, chcę, żeby wszyscy byli ubrani i gotowi do wyjścia za 20 minut. Najlepsi wojownicy już się przygotowują i spotkamy się wszyscy w kuchni. Alfa Roland zadzwoni do mnie w ciągu najbliższych 15 minut z aktualizacją i powie nam, gdzie jesteśmy potrzebni."

W ciągu 20 minut wszyscy jesteśmy gotowi i po szybkim telefonie od Alfy Rolanda wiemy, że te wilki są w odległości 15 minut od naszych terenów parkowych, więc praktycznie tuż za naszymi granicami. Po krótkiej rozmowie z wojownikami ruszamy, aby ich znaleźć, zanim zdążą wejść na nasze ziemie i wyrządzić jakiekolwiek szkody członkom naszej watahy.

Gdy zaczynamy zbliżać się do miejsca, które podał nam Alfa Roland, zaczynam wyczuwać mnóstwo różnych zapachów i wkrótce członkowie watahy Czerwonego Grzbietu pojawiają się w zasięgu wzroku.

Ta wataha ma ogromne wilki, co sprawia, że trudno zrozumieć, dlaczego mają takie problemy ze złapaniem dwóch wilków.

Patrząc na ich rozmiary, nie powinni mieć żadnych problemów i ta myśl nagle daje mi dziwne uczucie, jakby coś tu nie grało, i ani ja, ani mój wilk Taz nie jesteśmy z tego kurwa zadowoleni. "Calvin, coś tu nie gra!"

"Właśnie o tym samym myślałem, Liam też." Natychmiast odpowiada, a ja czuję ulgę, że nie jestem w tym sam, ale moje zmysły są w gotowości, co może się dziać. Mimo wszystko trzymamy się planu i ruszamy w stronę jeziora, gdzie te wilki były widziane.

Im bliżej jeziora, tym głośniejsze stają się warczenia i warkoty, a w ciągu kilku sekund słyszymy podniesione głosy.

"Jack, musimy teraz dostać się do jeziora!" Taz ryczy w mojej głowie, dosłownie czuję, jak próbuje przejąć kontrolę.

"Co się dzieje, Taz?"

"Nie wiem, ale wszystko we mnie mówi mi, że musimy teraz dotrzeć do jeziora!" Jego ryki są kurwa torturą na moje kaca, ale wiem też, że Taz nie zachowuje się tak bez powodu, a jego instynkty są niezawodne.

Staram się zignorować pulsujący ból głowy i biegnę z całych sił w stronę jeziora, a Calvin i Liam są tuż za mną, nie mają pojęcia, dlaczego biegnę, ale jak zawsze są za mną, niezależnie od powodu.

Gdy zbliżamy się do innych wilków i jeziora, jedna pojedyncza głos wydaje się wyróżniać, krzyczy z czystego i surowego bólu, a z jakiegoś powodu sprawia, że czuję ból, dosłownie szarpie mnie za serce, ale nie mam pojęcia dlaczego.

Przedzieramy się przez ostatnie drzewa i widzimy jednego faceta leżącego na ziemi, jestem prawie pewien, że jest martwy, a drugi jest trzymany mocno przez kilku wojowników, podczas gdy Alfa Roland ma mocny uścisk na jego gardle.

Słyszę, jak ktoś błaga i widzę, że Troy, syn Alfy, błaga go, żeby przestał, ale uwaga Alfy jest skupiona na wilku, którego życie dosłownie jest w jego rękach. Patrzę na wilka, którego życie ma się właśnie skończyć, i wtedy to się dzieje...

"MÓJ, MÓJ!" Taz ryczy w mojej głowie i nagle wszystko ma sens. Moja głowa gwałtownie się podnosi, patrzę na wilka i dosłownie widzę, jak życie z niego uchodzi, ale zanim zdążę zareagować, moje instynkty wchodzą do gry i biegnę z całych sił.

W ciągu kilku sekund udaje mi się stanąć przed moim partnerem i zaczynam odciągać rękę Alfy Rolanda od gardła mojego partnera, mogę nie wiedzieć, co się tu dzieje, ale wiem, że żaden z tych skurwieli nie dotknie ani jednego włosa na głowie mojego partnera, chyba że chcą przejść przeze mnie.

"ZABIERZ SWOJE KURWA ŁAPY Z MOJEGO PARTNERA ALBO ROZERWIĘ CI GARDŁO!"

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział