ROZDZIAŁ 2

Wspomnienia z dzieciństwa wywołały uśmiech na mojej twarzy, gdy wjechaliśmy na podjazd jej rodziców. Obaj nasi ojcowie już byli na zewnątrz, jej tata i mój ładowali swoje bagaże do tyłu ciężarówki mojego taty.

"No proszę, kto to się zjawił," powiedział jej tata, spoglądając na zegarek.

"Już mieliśmy was zostawić."

"Nie zostawilibyście nas, panie Reid," powiedziałam pewnie, wyciągając nasze bagaże z bagażnika mojego auta.

"Grozi pan nam tym za każdym razem, ale nigdy tego pan nie zrobił."

Uniósł brew. "Zawsze jest ten pierwszy raz, panienko Blair."

Podeszłam do mojego taty, który zabrał moją torbę, by ją spakować.

"Gotowa do drogi?" zapytał.

Mady i ja pokiwałyśmy głowami. Pomachałyśmy naszym mamom, które patrzyły na nas z okna kuchni.

Mama Mady, Shannon, otworzyła okno.

"Jedźcie ostrożnie! Koniecznie napiszcie, jak dojedziecie!" zawołała.

"I nie wydajcie wszystkich pieniędzy w Vegas!" dodała moja mama.

Pokazując im kciuki w górę, ojcowie Mady i mój wsiedli do ciężarówki. My zrobiłyśmy to samo, przesyłając pocałunki i machając naszym mamom.

Nie odjechaliśmy daleko, gdy telefon mojego taty zadzwonił.

"Halo? Tak, tu dr David Blair."

Spojrzałam na zegarek, po czym pokazałam go Mady.

"Zajęło to tylko dwie minuty, żeby to coś zadzwoniło," powiedziałam do niej.

"Założę się, że jego telefon zadzwoni w ciągu następnych pięciu minut," szepnęła, wskazując na swojego tatę.

"Słyszę was," szepnął głośno z przedniego siedzenia.

Obie cicho się zaśmiałyśmy, starając się nie przeszkadzać mojemu tacie, który omawiał receptę pacjenta z pielęgniarką. Kiedy mój tata nie był Betą jednego z największych stad w Oregonie, był lekarzem rodzinnym w klinice, którą prowadził z moją mamą, również lekarzem.

Jako ich jedyne dziecko, zmagałam się z faktem, że wiedziałam, iż planowali, że pójdę na studia medyczne i pewnego dnia przejmę klinikę. Ale ledwo zdawałam biologię na poziomie akademickim, a co dopiero przejść przez studia medyczne.

Moje pasje i talenty nie obejmowały nauk ścisłych ani medycyny, ale to nie powstrzymywało mnie od życzenia, by było inaczej. Jak przewidziano, telefon pana Reida zadzwonił niedługo po tym, jak mój tata zakończył swoją rozmowę.

Wymiana telefonów między naszymi ojcami a ich sądami i klinikami trwała przez całą naszą całodniową podróż.

Kiedy w końcu dotarliśmy do Vegas tej nocy, zameldowaliśmy się w hotelu i poszliśmy w swoje strony.

"No," powiedziałam, szturchając Mady, gdy mijaliśmy wejście do kasyna w drodze do wind.

Pokręciła głową.

"Absolutnie nie, jestem wykończona. Byłyśmy na nogach do trzeciej, a ja wstałam wcześnie rano."

"Ach, no weź," powiedziałam. "Nie zrobiłyśmy dziś nic ekscytującego."

"Nie wiem, o czym mówisz," powiedziała, naciskając przycisk windy. "Uwielbiałam patrzeć przez okno na kilometry piachu i kaktusów przez dziewięć godzin."

"Jesteś zabawna," powiedziałam, mój niezadowolony ton pasował do jej sarkastycznego.

Wjechałyśmy windą na nasze piętro, ósme.

"Chodźmy przynajmniej znaleźć coś do jedzenia na kolację" - powiedziałam, wychodząc z windy. "Nie jedliśmy nic od czasu, gdy przejechaliśmy przez drive-thru na lunch."

"Carrie, jesteś dorosłą kobietą. Jeśli jesteś taka głodna, idź i znajdź coś do jedzenia."

"Sama? Gdy jesteśmy na wakacjach?" - zmarszczyłam brwi.

"To nie jest zabawne."

Znalazłyśmy nasz pokój, a Mady zeskanowała kartę, aby otworzyć drzwi.

"Nie mam teraz ochoty na zabawę" - powiedziała, wchodząc do pokoju i siadając na łóżku.

Rzuciłam swoją torbę na łóżko.

"Kiedy ty w ogóle masz ochotę na zabawę, Panno Marudo?"

Zmrużyła oczy, zanim wzięła głęboki oddech.

"Dobrze, pójdę z tobą coś zjeść, ale potem wracamy tutaj, bo chcę iść spać."

"Umowa stoi."

Kiedy wyszłyśmy z hotelu, ledwo mogłam zauważyć, że słońce zaczęło zachodzić. Wszystkie neonowe światła wokół nas były jasne jak w dzień. Po kilku minutach błądzenia, znalazłyśmy restaurację i weszłyśmy do środka, żeby coś zjeść.

Gdy prowadzono nas do stolika, byłam tak pochłonięta światłami i pamiątkami przyklejonymi do ścian, że wpadłam na kogoś, kto próbował przejść obok mnie.

Złapał mnie za ramiona, żeby powstrzymać mnie przed upadkiem na siedzących wokół ludzi.

"Przepraszam," powiedziałam szybko, odzyskując równowagę.

"Ej, nie ma sprawy," zapewnił mnie spokojnym tonem. Miał brązowe oczy, głęboką opaleniznę i jasnobrązowe włosy, które wystawały spod odwróconej do tyłu czapki truckera.

Uśmiechnął się rozbrajająco, zanim mnie puścił.

"Przepraszam," powtórzyłam.

"Nie przejmuj się. Miłego dnia," powiedział, obchodząc nas.

Skinęłam głową i pomachałam, nieco oczarowana przyjaznym nieznajomym.

Odwróciłam się do Mady, która przyglądała się tej scenie z rozbawionym wyrazem twarzy.

"Takie żenujące," powiedziałam, czując, jak moje policzki płoną.

Mady tylko wzruszyła ramionami.

"Nie wyglądał na zmartwionego."

Pokręciłam głową, podążając za nią i hostessą do naszego stolika. Zamówiłyśmy jedzenie, które przyszło szybko. Miałyśmy więc dużo czasu na spacer i zwiedzanie, zanim zrobiło się zbyt późno.

Okazało się, że Mady potrzebowała tylko czegoś do jedzenia, żeby wyjść z złego humoru i wejść w turystyczny nastrój. Włóczyłyśmy się po mieście przez dłuższy czas, zanim obie byłyśmy gotowe zakończyć wieczór.

Wracając do hotelu, zauważyłyśmy ochroniarzy stojących przed budynkiem i w lobby.

"Kto twoim zdaniem tu jest?" - zapytałam ją.

"Myślisz, że to jakaś gwiazda?"

"Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to," ziewnęła, naciskając przycisk przywołujący windę.

Uznając, że Mady miała już dość mojej ciekawości na dzisiaj, odpuściłam i poszłam za nią do windy.

"Może zobaczymy, kto to jest, jutro," powiedziałam.

Ona tylko wzruszyła ramionami. Podczas gdy Mady była wykończona, ja byłam niemalże podekscytowana tym, co przyniosą następne dwa dni. Minęło zbyt dużo czasu od moich ostatnich wakacji.

W końcu, co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas.

A przynajmniej tak myślałam.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział