ROZDZIAŁ 3

Spojrzałam na budzik, zauważając, że jest około szóstej rano, zbyt wcześnie jak na wakacje. Leżałam jeszcze przez chwilę i błagałam mózg, żeby się wyłączył, żebym mogła znowu zasnąć, ale nigdy się to nie stało.

Westchnęłam zirytowana i wytoczyłam się z łóżka.

Wzięłam prysznic, zanim zaczęłam czesać włosy i myć zęby, mając nadzieję, że Mady się obudzi. Kiedy wyszłam z łazienki i zobaczyłam, że nadal śpi w swoim łóżku, byłam trochę zazdrosna, że jeszcze nie obudziło jej słońce, które przedzierało się przez zasłony.

Desperacko potrzebowałam kofeiny i zdecydowałam, że nie mogę czekać, aż ona się obudzi. Wzięłam szkicownik i piórnik i ruszyłam w stronę drzwi.

Cicho opuściłam nasz pokój i powędrowałam do windy. Zjeżdżając na sam dół do holu, znalazłam kawiarnię hotelową i usiadłam.

Nie wiem, jak długo tam byłam, ale wypiłam prawie dwie filiżanki herbaty i prawie skończyłam szkicować panoramę Vegas, zanim zaczęłam się trząść z nadmiaru kofeiny.

Chodziłam po hotelu przez chwilę, aż znalazłam się w kasynie. Neonowe światła i chciwe maszyny jeszcze się nie włączyły na dzień i pokój był prawie pusty, z wyjątkiem ekipy sprzątającej i mężczyzny, który stał za barem i czyścił szklanki.

Spojrzał na mnie i natychmiast machnął ręką.

"Zamknięte!" krzyknął.

Mamrotałam przeprosiny, zanim odwróciłam się, by odejść. Wróciłam do wind, decydując, że czas wracać do pokoju.

Gdy tylko nacisnęłam przycisk, żeby wezwać windę, spojrzałam w górę i zobaczyłam Mady, która szybko wyszła z jednej, wyglądając na spanikowaną.

Westchnęła, gdy mnie zobaczyła.

"Co z tobą nie tak?" zapytała wściekłym tonem.

"Nie dałaś mi znać, że wychodzisz ani dokąd idziesz, a telefon zostawiłaś w pokoju. Co by było, gdyby coś ci się stało?"

Zaśmiałam się, patrząc na jej dziką minę.

"Dzień dobry i tobie," powiedziałam.

"Przypomnij mi jednak, co to było, co mówiłaś wczoraj wieczorem o tym, że jestem dorosłą kobietą?"

Przewróciła oczami i odwróciła się, żeby wrócić do windy. Kiedy wróciłyśmy do pokoju, czekałam, aż się przebierze i przygotuje, zanim obie wyszłyśmy na resztę dnia.

"Tata powiedział, że chce, żebyśmy spotkali się w holu około szóstej, kiedy skończą się ich spotkania, żebyśmy mogli razem pójść na kolację," powiedziała Mady, czytając SMS-a od swojego ojca.

Kiwnęłam głową. "Brzmi dobrze dla mnie."

Opuszczając hotel, wyszłyśmy na chodnik. Urok i atrakcyjność migających świateł dawno już uciekły z miasta, teraz, gdy słońce świeciło bezpośrednio nad nami. Jednak ulice były równie zatłoczone, jak poprzedniej nocy.

Ponieważ byłyśmy tylko kilka minut od Strip, postanowiłyśmy iść w tamtą stronę i zdecydować, co robić, gdy tam dotrzemy.

"W Mandalay Bay jest akwarium," powiedziałam, gdy szłyśmy chodnikiem obok resortu.

"Możemy to zrobić?"

"Jasne," zgodziła się Mady.

Weszłyśmy do środka i przez kilka minut zgubiłyśmy się w tłumie ludzi. Gdy w końcu się zorientowałyśmy, znalazłyśmy akwarium i zapłaciłyśmy za bilety.

Chociaż cieszyłam się, że tam jestem, nie mogłam pozbyć się niepokojącego uczucia, które miałam, gdy przechodziłyśmy przez tunel z rybami.

Mady zdawała się nie zauważać, kontynuując opowieść o różnych gatunkach płaszczek i rekinów pływających nad nami. Zaczęłam przeszukiwać swoją torebkę, zastanawiając się, czy czegoś nie zapomniałam.

"Wszystko w porządku?" zapytała mnie, przerywając w połowie zdania o tym, że rekiny bycze mogą przetrwać w słodkiej wodzie.

"Mam dziwne uczucie w żołądku."

Zmarszczyła brwi, odciągając mnie z drogi grupy wycieczkowej, która przechodziła obok.

"Co masz na myśli? Czujesz się chora?"

Pokręciłam głową. "Nie do końca, bardziej jakbym coś zapomniała."

Mady zastanawiała się przez chwilę, zanim się odezwała.

"No, zapomniałaś pasty do zębów w domu." Pokręciłam głową ponownie.

"Oddał ci kartę ten facet, od którego kupiłyśmy bilety?"

Pokiwałam głową.

"Sprawdziłaś, czy nie zostawiłaś telefonu w pokoju hotelowym?"

"Tak," odpowiedziałam, kiwając głową.

"Już o tym wszystkim myślałam." Mruknęła.

"Zostawiłaś kartę do pokoju w hotelu?"

Nie mogłam sobie przypomnieć.

"Może to to," powiedziałam, wzdychając.

"To nie jest taki wielki problem," powiedziała Mady.

"Ja mam swoją, więc nie zostaniemy zamknięte na zewnątrz."

Kontynuując spacer po akwarium, doszłam do wniosku, że uczucie w moim żołądku nie wynikało z tego, że zostawiłam kartę do pokoju w hotelu. Uczucie powoli zaczęło krążyć nade mną jak deszczowa chmura i nie mogłam się pozbyć wrażenia, że coś się zaraz wydarzy.

Zakończyłyśmy zwiedzanie akwarium i wyszłyśmy do głównego holu.

"Chcesz zjeść coś na lunch, skoro już tu jesteśmy?" zapytała Mady.

"Może po prostu jesteś głodna?"

Pokiwałam głową, wciąż próbując pozbyć się niewytłumaczalnego uczucia.

"O, spójrz," powiedziała Mady, wskazując za moje ramię. "Powinnyśmy przejść przez kasyno."

Odwróciłam się, by zobaczyć migające światła kasyna nad wejściem.

"Pewnie." odpowiedziałam, ruszając w tamtym kierunku.

Gdy weszłyśmy, zauważyłam, że liczba osób wchodzących była znacznie większa niż tych wychodzących.

W środku muzyka i światła były wystarczające, by odwrócić uwagę od wszelkich problemów. Przeciążenie zmysłów, którego doświadczyłam, prawie sprawiło, że zapomniałam o dziwnym uczuciu, które miałam, wchodząc.

Może to właśnie było to, co przyciągało ludzi.

Gdy przechadzałyśmy się, zauważyłam dziewczyny w krótkich, błyszczących sukienkach i mężczyzn w tanich, źle dopasowanych garniturach. Rozproszeni byli również turyści z identyfikatorami na szyjach i koszulkami 'Kocham Vegas'.

Mady i ja zatrzymałyśmy się na końcu długiego rzędu automatów do gry, które dzwoniły i migały światłami w twarze graczy.

"Chcesz zagrać?" zapytała Mady.

Pokręciłam głową. "Nie mam tyle pieniędzy, żeby tak swobodnie wrzucać je do tych maszyn."

Mady zaśmiała się, kiwając głową na zgodę.

"No," powiedziała.

"Przyszłyśmy, zobaczyłyśmy i podbiłyśmy. Chcesz iść na lunch?"

Pokiwałam głową, odwracając się, by iść za nią.

W tym momencie głośny huk rozbrzmiał w całym pomieszczeniu, a zaraz potem rozległ się krzyk.

Mady i ja obróciłyśmy się, by zobaczyć tłum ludzi biegnący w naszą stronę. Wymieniłyśmy zaskoczone spojrzenia, po czym rzuciłyśmy się do wyjścia.

Gdy się zbliżyłyśmy, zauważyłam mężczyzn stojących przy wejściu, blokujących komukolwiek wejście lub wyjście.

"Co się tu, do cholery, dzieje?" usłyszałam, jak Mady mamrocze pod nosem.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział