ROZDZIAŁ 7

Poranny, upiorny blask osiadł na mgle, która spadła na hektary falujących pól za moim oknem. Przekroczyliśmy granicę Oregonu i wjechaliśmy do Waszyngtonu po kilku godzinach, nie zamieniając ani słowa z Lucą.

Przez większość drogi miałam głowę zwróconą w stronę okna, żeby nie zobaczył powoli tocząc...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie