Sto i cztery

Podróż samochodem tego ranka była cięższa niż zwykle.

Pogoda była jasna, prawie zbyt jasna—drwiąca ze mnie swoją radością, jakby nic się nie działo. James siedział obok mnie, ubrany nienagannie w swój dopasowany poranny garnitur, jego krawat miał dokładnie ten odcień granatu, który pasował do prążko...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie