Sto i sześć

Śniadanie było cichą wojną.

Noże delikatnie zgrzytały o porcelanę. Kawa lała się w stałych, ostrożnych strumieniach. Na zewnątrz słońce lśniło nad ogrodami posiadłości, ale w środku wszystko było szkliste i zimne. Stół, wystarczająco długi, by pomieścić trzydziestu gości, miał dziś rano tylko siedmi...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie