Sto szesnaście

Poranne słońce łagodnie przechylało się nad wzgórzami, malując teren posiadłości złotym ciepłem. Cienka mgła przylegała do trawy, sprawiając, że powietrze było wilgotne i zaczarowane, jakbyśmy wkraczali do bajki. Takiej, do której nie pasowałam.

Dzisiejszy plan dnia został zapisany elegancką kursyw...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie