Sto dwadzieścia pięć

Jazda była rozmyta od nerwów i adrenaliny. Serce waliło mi z każdym przejechanym kilometrem. Gdy podjechaliśmy pod posiadłość Routhmere — oświetloną jak coś z marzeń — słyszałam cicho dudniącą muzykę zza wielkich bram. Błyski paparazzi rozświetlały ciemność. Kamery skierowały się w stronę samochodu....

Zaloguj się i kontynuuj czytanie