Sto trzydzieści jeden

Wieczór przeszedł w tę leniwą, złocistą ciszę, która zawsze pojawiała się po zbyt dużej ilości wina i zbyt małej ilości prawdy. My – „młodsze pokolenie”, jak starsze kobiety nas z czułością nazywały – zgromadziliśmy się w salonie. Miękkie meble, ciepłe bursztynowe lampy, cichy trzask kominka i okazj...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie