Sto sześćdziesiąt siedem

Nie widziałam Jamesa od wyprawy na ryby. Tydzień. Siedem pełnych dni bez ani jednego jego spojrzenia, bez usłyszenia jego głosu, bez złapania go w tych chwilach, kiedy świat zdawał się zwalniać wokół nas.

Przez ostatni tydzień wciąż odtwarzałam w głowie nasze chwile na wodzie, kurczowo trzymając się...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie