Sto siedemdziesiąt cztery

Obudziłam się w pustce.

Łóżko było wciąż ciepłe z jednej strony, delikatny ślad jego ciała odciśnięty w materacu, ale Jamesa już nie było. Przez dłuższą chwilę leżałam nieruchomo, pozwalając oczom śledzić cienie na suficie. Chciałam trzymać się ciepła, które po sobie zostawił, udawać, że jeśli zamkn...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie