Sto osiemdziesiąt osiem

Perspektywa Jamesa

Dom w końcu ucichł. Zbyt ucichł.

Cisza rozciągała się po korytarzach jak oskarżenie, a jednak była lepsza niż wcześniejszy chaos – krzyki, strzały, sposób, w jaki upadła, trzymając się za ramię. Nawet teraz, po godzinach, nie mogłem pozbyć się dźwięku jej głosu, cienkiego i złaman...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie