Dwieście dwadzieścia jeden

Nigdy nie wyobrażałam sobie siebie tutaj – nie w tym domu, nie w tym małżeństwie, a już na pewno nie w tym rytmie życia, gdzie cisza nocy miała często więcej znaczenia niż najjaśniejsze dni. A jednak tu byłam, siedząc po turecku na podłodze swojego studia, otoczona rozrzuconymi szkicownikami, z graf...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie