Dwieście trzydzieści pięć

Tej nocy coś nowego wyrzeźbiło się we mnie—surowy, gryzący ból, który pulsował pod moją skórą z każdym oddechem. Nie spałam. Godziny rozciągały się w nieskończoność, każdy grzmot nad posiadłością brzmiał jak puls jakieś okrutnej przypomnienia: byłam sama, zamknięta na zewnątrz, celowo odrzucona. Naw...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie