Dwieście dziewięćdziesiąt pięć

Minął tydzień.

Siedem niekończących się dni, podczas których robiłam to, co robiłam od wieczności — przetrzymywałam.

Victoria opanowała sztukę wplatania się w tkaninę naszych dni, a niezależnie od tego, jak bardzo starałam się rozdzielić te nici, zawsze znajdowała sposób, by pozostać mocno splecio...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie