Trzysta dziewięć

Unikałam jej cały ranek.

Wiktoria.

Widok jej, dźwięk jej głosu, nawet ten słodkawy, mdły zapach perfum, które nosiła – wszystko to stawało się nie do zniesienia. Ostatnią godzinę spędziłam w swoim studio, udając, że szkicuję, choć mój ołówek drżał tak bardzo, że żadna linia nie mogła się uformować...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie