Trzysta czterdzieści cztery

Poranne słońce wpadało przez zasłony, miękkie i złote, kiedy starannie ubierałam Cecylię w jej mały strój na pierwszą wizytę u pediatry. Wierciła się w moich ramionach, a ja czułam mieszankę dumy i nerwowości, która zaciskała mi żołądek. To była mała, rutynowa wizyta, ale jakoś wydawała się monument...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie