Trzysta osiemdziesiąt sześć

Ogrody posiadłości Lancasterów rozciągały się szeroko i cicho, cisza żałoby docierała nawet do żywopłotów i fontann. Wymknęłam się po pogrzebie, desperacko potrzebując powietrza, desperacko chcąc uciec od ciężaru spojrzeń i szeptów, które przyczepiały się do mnie w każdym korytarzu.

Ceremonia była ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie