Sześćdziesiąt trzy

Nie czułam się tak blisko Theo od lat.

Zjedliśmy razem kolację. Nic wykwintnego – po prostu resztki gulaszu, który zrobił, zbyt dużo czosnku i za mało soli – ale jakoś smakował lepiej niż cokolwiek, co jadłam w rezydencji Lancasterów. Bo było prawdziwe. Ciepłe. Jak w domu.

Po raz pierwszy od dłuższe...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie