Siedemdziesiąt dwa

Los Angeles migotało przez ogromne szklane ściany posiadłości Lancasterów, miasto błyszczało jak rozsypana szkatułka z biżuterią pod fioletowym niebem.

Stałam przed lustrem, wygładzając dłonie na materiale kości słoniowej sukni, która została dostarczona tego ranka z lakoniczną notką od matki Jamesa...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie