Siedemdziesiąt trzy

Słońce wschodziło nad miastem w delikatnych odcieniach pomarańczu i złota, rozciągając się nad falującymi wzgórzami i wysokimi szklanymi wieżami. Posiadłość Lancasterów już tętniła cichą aktywnością. Ale nic z tego nie docierało do mojego skrzydła.

Nie spałam zbyt wiele. Mój umysł mi na to nie pozwa...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie