Rozdział 1 Spotkanie z Nim
Fiorella
Mój ojciec wychował mnie na króla.
Nie na księżniczkę, nie na pionka w jakimś zaaranżowanym małżeństwie, nie na ładną córkę paradowaną dla sojuszy. Byłam jedynym dzieckiem Alessandro D'Angelo, jednego z najbardziej przerażających donów mafii, i wychował mnie na swojego dziedzica, swojego następcę.
Nauczono mnie strzelać, zanim nauczyłam się jeździć na rowerze. Nauczono mnie łamać nadgarstek mężczyzny, zanim nauczyłam się tańczyć. W wieku trzynastu lat znałam już nazwy wszystkich wielkich rodzin i jak najlepiej je zabić.
Uczynił mnie bezwzględną. Uczynił mnie śmiertelną. Uczynił mnie niepowstrzymaną.
A jednak, jakoś, stałam naprzeciw Rocco De Luki, najbardziej bezwzględnego człowieka w podziemnym świecie, a on patrzył na mnie, jakby chciał mnie rozłożyć na części.
Powietrze było przesiąknięte zapachem potu, krwi i whisky.
Podziemne kluby walki istniały, surowe, nieprzefiltrowane i brutalne. Magazyn, słabo oświetlony, był pełen tego wszystkiego. Tłum mężczyzn ryczał, gdy pięści uderzały w ciało, gdy kości pękały pod sadystyczną siłą.
Byłam w sekcji VIP, obserwując z dystansem. Nie przyszłam tu dla rozrywki. Byłam tu w interesach.
Walka w ringu była prawie na wyciągnięcie ręki. Jeden mężczyzna, mocno umięśniony wojownik z krzywym nosem i krwią sączącą się po klatce piersiowej, chwiał się na nogach. Jego przeciwnik, dwukrotnie większy od niego, nie był łaskawy. Zadał cios podbródkowy, który powalił drugiego mężczyznę na ziemię z głośnym hukiem, czaszka uderzyła o brudną matę.
Publiczność wiwatowała.
Żałosne.
Słabi nie zasługiwali na życie w tym świecie. Uczyłeś się walczyć, albo uczyłeś się umierać. Podstawowe zasady, których nauczyłam się jako dziecko.
Przeniosłam swoją uwagę z ringu. Moja ofiara była gdzieś w tym klubie.
Rocco De Luca.
Drugi syn rodziny De Luca. Najokrutniejszy z braci De Luca. Człowiek bez współczucia, bez wątpliwości i bez sumienia.
Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale znałam historie.
Że nigdy nie zostawiał wrogów przy życiu. Że jego metody tortur były legendarne. Że nie czuł nic.
Stał się jeszcze bardziej niesławny po śmierci swojego ojca, kiedy Rafael De Luca przejął ich imperium. Podczas gdy Rafael grał w strategię, Rocco grał w krew.
A teraz byłam zmuszona współpracować z nim.
Mój ojciec wyraźnie dał do zrozumienia, że ten sojusz z klanem De Luca jest niezwykle ważny. Współpraca mająca na celu wyeliminowanie wspólnego wroga.
Zaufanie jednak? Na to nie mogłam sobie pozwolić.
Ruch po mojej lewej stronie postawił moje zmysły w stan najwyższej gotowości. Zesztywniałam, gotowa, ale jeszcze nie sięgnęłam po pistolet przypięty do uda.
Bo znałam go, zanim jeszcze zdążyłam się całkowicie odwrócić.
Rocco De Luca.
Opierał się tam, wygodnie oparty o metalową poręcz mojej sekcji VIP, jakby miał świat u swoich stóp. Słabe oświetlenie rzucało ostre cienie na jego twarz, a on wyglądał jak coś wyciętego z samej ciemności.
Czarna koszula z rozpiętymi rękawami do łokci, ukazującymi wytatuowane przedramiona. Mocna linia szczęki, ciemny zarost na podbródku. A jego oczy, zimne, nieodgadnione, ciemnobrązowe, graniczące z czernią.
Atmosfera między nami się zmieniła.
Jego usta wykrzywiły się w uśmiechu, który niemal wyzywał.
"D'Angelo."
Moja ręka zacisnęła się na szklance whisky, której nie piłam. "De Luca."
"Jesteś mniejsza, niż się spodziewałem."
"Jesteś tak irytujący, jak się spodziewałam."
Jego uśmiech poszerzył się o ułamek. "Lubię kobiety z pazurem."
Zmarszczyłam brwi. "A ja nie lubię mężczyzn, którzy marnują mój czas."
"Przejdziemy do rzeczy?" zapytałam.
Oparłam się, popijając whisky. "Spieszysz się?" zapytał.
"Absolutnie nie," odpowiedziałam, ale w moich oczach błysnęło coś. "Po prostu wolę pomijać pogaduszki."
Uśmiechnął się. "Szkoda. Czekałem na to."
Przez jego twarz przemknęło coś – rozbawienie, zainteresowanie, ale zniknęło, zanim mogłam to nazwać.
"Twój ojciec ma nadzieję, że będziemy mogli współpracować," zamyślił się. "Co ty na to?"
"Sojusz jest wygodny dla nas obojga," kontynuowałam. "Ta wojna, która nadchodzi, nie dotyczy tylko małych rodzin, rozgorzeje na dobre. Mądrzy już się sprzymierzyli."
"A wolisz być po naszej stronie?"
"Wolałabym, żebyśmy oboje byli po tej samej stronie."
Spojrzał na mnie. Nie myliłam się. Napięcie w moim świecie rosło. Rodziny, które podejmą złe decyzje, zostaną pogrzebane.
"A co dostaniemy w zamian?" zapytał.
"Zasoby. Kontakty. Władzę." Spojrzałam mu prosto w oczy, nie mrugając. "Pytanie brzmi, czy wiesz, jak je wykorzystać?"
Zaśmiał się. "Masz duży pysk, co?"
Jego wyraz twarzy się nie zmienił, ale zauważyłam, jak jego palce drgnęły, jakby szczęka zacisnęła się o ułamek.
"Whisky?" zapytał, trzymając szklankę w moją stronę.
Wzięłam niewykorzystaną whisky i wylałam ją, gdy bursztynowy płyn wylewał się na podłogę przed nami.
"Chyba wolałabym truciznę."
Uśmiech zbladł. Jego wyraz twarzy zniknął.
Boom.
Cały budynek zadrżał.
Ogłuszająca eksplozja wybuchła zza drzwi, tworząc falę uderzeniową w klubie. Eksplozja zrzuciła butelki z baru, mężczyźni potykali się w tył. Krzyki rozdarły powietrze, gdy płomienie i dym pochłonęły wyjście.
Strzały. Krzyki. Pandemonium.
Sięgnęłam po broń, zareagowałam, zanim zdążyłam przetworzyć atak.
Kule rozrywały skórę. Zamaskowani mężczyźni wdarli się przez rozbite drzwi, karabiny gotowe do strzału. Poruszali się szybko, precyzyjnie, wyszkoleni zabójcy, nie przypadkowi bandyci.
Jeden z moich ochroniarzy padł obok mnie, krew rozprzestrzeniała się wokół jego głowy.
Przykucnęłam za barem, puls walił, ale palce były pewne. Rocco już się ruszał, strzelając bez wahania. Jego ludzie byli za nim, ale zasadzka była brutalna.
Moje uszy dzwoniły. Dym wypełniał moje płuca.
Spojrzałam na Rocco.
On już na mnie patrzył.
Jego wyraz twarzy był pusty, ale coś ostrego było w jego oczach. Coś groźnego.
"Dasz sobie radę?" krzyknął przez strzały.
Zacisnęłam zęby. "No pewnie."
Kolejny strzał wstrząsnął ringiem. Więcej martwych ciał padło.
Napastnicy zbliżali się.
Obróciłam się, wycelowałam broń i
Kula przeszyła moje ramię.
Ból wybuchł we mnie.
