Rozdział 114: Nazywa się...

– Kiedy to się skończy, utnę ci fiuta! – wrzasnęła Iza, ściskając dłoń Tarby’ego tak mocno, że aż coś w niej chrupnęło.

– Au, au, au – jęknął. – Możesz to zrobić później – powiedział do niej. – Teraz potrzebuję tej ręki, żeby pielęgniarka mogła ją zabandażować. Nie mogę sobie pozwolić, żeby źle się...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie