Rozdział 114

Punkt widzenia Eileen

Przez sekundę nikt się nie ruszył.

Moby siedział mi na kolanach, a jego półprzezroczyste ciało łapało popołudniowe światło. Macki miał zwinięte ciasno przy bokach — tak robił, kiedy się bał.

Cholera.

— Mól książkowy — powtórzyła Evelyn. Nadal stała, wpatrzona w Moby’e...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie