Rozdział 110: Upał północy

Powrót autem był torturą. Nie taką, co boli – tylko taką, co wypala do żywego.

Dłoń Damiana ani na moment nie zeszła z mojego uda. Jego palce od czasu do czasu lekko bębniły po skórze, drażniły się z brzegiem sukienki, przy każdym czerwonym świetle wsuwając się pod nią odrobinkę głębiej.

A ja… ja ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie