Rozdział 2
Niebo bez ostrzeżenia poszarzało i spochmurniało, ciężkie od wilgoci oraz tego dusznego, nieprzyjemnego napięcia, które zawsze wisi w powietrzu tuż przed ulewą.
Benjamin stał przed ogromnymi oknami od podłogi po sufit w swoim gabinecie i z irytacją luzował krawat. Od kilku dni był niewytłumaczalnie niespokojny, myśli nie chciały mu się ułożyć, jakby w głowie ciągle hulał przeciąg.
Właśnie wtedy jego asystent wpadł do środka jak burza, zziajany, z twarzą pobladłą od emocji. „Panie Brown! Straszne wieści — pani Brown nie żyje!”
Benjamin obrócił się gwałtownie, źrenice momentalnie mu się zwęziły, a wzrok utkwił w asystencie w absolutnym niedowierzaniu. „Co ty przed chwilą powiedziałeś? Powtórz.”
Nie zauważył nawet lekkiego drżenia we własnym głosie.
Asystent z trudem ciągnął dalej. „Panie Brown, to już potwierdzone — pani Brown zmarła w areszcie na skutek infekcji. Jej ciało zostało już wysłane do kremacji.”
Wysoka sylwetka Benjamina jakby na moment się zachwiała. Bez pytania, bez zaproszenia, do głowy wdarło mu się wspomnienie: Sophie leżąca tamtego dnia w kałuży krwi, wyciągająca do niego rękę, błagająca bezgłośnie o pomoc — spojrzeniem, ostatnim tchem.
Wtedy zjadała go wściekłość — kipiał, bo Sophie raz za razem próbowała skrzywdzić Olivię, posunęła się nawet do próby zabicia jej nienarodzonego dziecka.
Ale nigdy tak naprawdę nie chciał śmierci Sophie.
Teraz, gdy usłyszał tę wiadomość, odruchowo uniósł dłoń do piersi, jakby chciał sprawdzić, czy serce wciąż jest na swoim miejscu. Zamiast ulgi poczuł w środku dziwną pustkę, chłodną i obcą, jak echo w pustym mieszkaniu.
Powinien był poczuć ulgę, że Sophie wreszcie zniknęła z jego życia. Dziecko Olivii przecież ocalało, a on sam pierwotnie planował wyciągnąć Sophie z więzienia, gdy tylko stan Olivii się ustabilizuje.
Ale teraz…
Wiadomość o śmierci Sophie w więzieniu szybko dotarła także do Olivii.
Leżała bez wyrazu oparta o zagłówek, wpatrując się w lekko zaokrąglony brzuch z mieszaniną uczuć w oczach — jakby radość, strach i chłodna kalkulacja kłóciły się o pierwszeństwo.
Nigdy nie przypuszczała, że to dziecko okaże się tak twarde — że przetrwa na przekór wszystkiemu, jakby na złość światu.
Olivia zaszła w ciążę dzięki sztucznemu zapłodnieniu, a początkowo planowała usunąć ciążę po ślubie.
Ale skoro Sophie nie żyła, potrzebowała nowej strategii.
Olivia sięgnęła po telefon i wykonała połączenie. „Przyjedź po mnie teraz. Róbcie, jak ustaliliśmy.”
„Zrozumiano.”
Tymczasem Benjamin siedział w swoim gabinecie, wciąż próbując oswoić w głowie wiadomość o śmierci Sophie.
Telefon zadzwonił ostro, aż przeciął ciszę jak nóż.
Ledwie odebrał, a w słuchawce rozległ się spanikowany głos Olivii.
„Benjamin, porwali mnie! Błagam, pomóż mi! Ja…”
Połączenie nagle się urwało.
„Olivia!”
Benjamin zerwał się na równe nogi, już wybierając numer do asystenta. „Natychmiast namierz lokalizację Olivii. Liczy się każda minuta.”
„Tak jest, panie Brown.”
Asystent błyskawicznie przesłał współrzędne. Olivia była przetrzymywana w opuszczonej fabryce na północy miasta.
Benjamin wcisnął gaz do dechy i pognał na miejsce na łeb na szyję. Na miejscu znalazł Olivię z związanymi rękami.
Strach wypełniał jej oczy. Kiedy zobaczyła Benjamina, od razu krzyknęła: „Benjamin! Ratuj mnie!”
Porywacz stojący obok przycisnął jej nóż do gardła, gdy Benjamin podszedł bliżej. „Benjamin! Zrobisz jeszcze jeden krok, a zarżnę ją tu i teraz!”
Benjamin znieruchomiał, przyglądając się porywaczowi z plątaniną emocji w środku. „Kto cię przysłał? Czego chcesz — dam ci wszystko! Tylko puść Olivię!”
Porywacz warknął: „Nic nie chcę! Pan Scott przysłał mnie w jednym celu — żeby Olivia zapłaciła za to, co się stało, i dołączyła do panny Scott w śmierci!”
W oczach Benjamina mignął lodowaty błysk, gdy zastanawiał się, kogo ten facet ma na myśli.
— Co ci obiecali, że ryzykujesz życie w taki sposób? Podwoję, cokolwiek to jest — powiedział Benjamin, unosząc ręce i ostrożnie podchodząc bliżej, nie spuszczając wzroku z noża przyciśniętego do gardła Olivii.
— I kim dokładnie jest ten „pan Scott”, o którym wspomniałeś?
Starszy brat Sophie, Simon, zniknął dawno temu.
A jej drugi brat, Steve, został wysłany do więzienia przez samego Benjamina.
To byli jedyni bliscy Sophie, którzy naprawdę coś znaczyli.
Porywacz odpowiedział bez wahania:
— Steve, a jakże. Dał mi jasne polecenia — Olivia ma zapłacić.
Furia w oczach Benjamina zgęstniała do mroźnej, lodowcowej toni.
Myślał, że już wystarczająco drogo kazał rodzinie Scottów zapłacić, a jednak najwyraźniej wciąż mieli środki, żeby uderzyć z powrotem. Jego litość była błędem — i teraz to przez nią Olivia znalazła się w niebezpieczeństwie!
Widząc, że wiadomość została skutecznie przekazana, Olivia krzyknęła:
— Benjamin, ja się tak boję!
— Nie pozwolę, żeby cokolwiek ci się stało! — Wzrok Benjamina dalej był wbity w porywacza.
Za plecami Benjamina Olivia ukradkiem szturchnęła porywacza w nogę związanymi dłońmi. Ich plan zadziałał idealnie — teraz była pora, żeby porywacz się ulotnił.
Zrozumiawszy sygnał, porywacz zaczął powoli cofać się razem z Olivią.
Nagle potknął się i runął na ziemię.
Benjamin wykorzystał okazję — rzucił się do przodu i zwarł się z porywaczem.
Dzięki przewadze siły Benjamin przycisnął go do podłogi, chociaż tamten dalej szarpał się w desperacji.
Olivia chwyciła nóż, który upadł na podłogę, i powiedziała drżącym głosem:
— Benjamin, pomogę ci!
Bez wahania wycelowała w klatkę piersiową porywacza i wbiła ostrze.
Porywacz, z przebitym sercem, wpatrywał się w Olivię z niedowierzaniem. Drżąca dłoń uniosła mu się odrobinę.
— Ty…
Olivia natychmiast przybrała przerażoną minę, puściła nóż i wrzasnęła w panice:
— Benjamin, ja… ja zabiłam człowieka!
Przenikliwy wzrok Benjamina odsunął się od trupa z szeroko otwartymi oczami. Olivia wykorzystała ten ułamek sekundy, osunęła się w jego ramiona i zaniosła się niekontrolowanym szlochem.
— Benjamin, ja go zabiłam! Pójdę teraz do więzienia? Tak się bałam, kiedy mnie porwał… W głowie miałam tylko jedno, że już cię nigdy nie zobaczę. Co ja mam zrobić?
Po chwili wahania Benjamin powoli poklepał Olivię po ramieniu.
— Nic ci się nie stanie. Poza tym, zasłużył na śmierć.
A poza porywaczem sprawi też, że Steve zapłaci.
Benjamin zawiózł Olivię do szpitala na dokładne badania. Wyciągnął telefon i wystukał wiadomość: [Przenieść Steve’a do najodleglejszej jednostki penitencjarnej.]
Zawahał się na moment przed wysłaniem, pamiętając, że dawno temu on i Steve byli najlepszymi kumplami. Ale ostatecznie nacisnął „wyślij”.
Pięć lat później Sophie wyszła z lotniska, trzymając za ręce po pięknym dziecku z każdej strony.
Choć miała na twarzy tylko lekki makijaż, jej naturalna uroda sprawiała, że wyglądała jak gwiazda kina. W towarzystwie dwojga zjawiskowych dzieci ta wyjątkowo atrakcyjna trójka od razu przyciągała spojrzenia.
Sophie spojrzała na znajome miasto, w którym spędziła tyle lat, a pod pięknymi oczami przemknęła nienawiść.
„Luminous City, wróciłam!” — pomyślała.
