Rozdział 3

— Mamusiu, jedziemy teraz do wujka Franka? — zapytał Tymek, unosząc głowę, a jego oczy wielkości winogron aż błyszczały ciekawością.

— Wujek Frank mówił, że ma dla nas niespodziankę — dorzucił podekscytowany Tomek.

Sophie uśmiechnęła się ciepło do synów. — Tak, jedziemy. Ale najpierw wpadniemy do mojego nowego studia fotograficznego.

Frank Turner i Benjamin byli biznesowymi rywalami, ale Frank stał się jednym z najbliższych przyjaciół Sophie.

Kiedy w więzieniu stała już właściwie jedną nogą w grobie, to właśnie Frank użył swoich znajomości, żeby pomóc jej uciec, podstawiając tożsamość zmarłej więźniarki i w ten sposób wyciągając ją stamtąd.

Bez Franka ona i jej dzieci najpewniej już by nie żyli.

— Hurra! Będziemy się bawić z wujkiem Frankiem! — krzyknął Tomek, aż kipiąc radością.

Uśmiech Sophie pogłębił się, gdy patrzyła na chłopców.

Nigdy by nie przypuszczała, że uciekając za granicę, będzie nosiła pod sercem bliźnięta.

Im starsi byli, tym bardziej rysami przypominali Benjamina — ta sama wyrazista linia szczęki, te same przenikliwe, niebieskie oczy.

A jednak, w przeciwieństwie do chłodnego, zdystansowanego Benjamina, Tomek był chodzącą iskierką życia, a Tymek — ten cichszy, bardziej zamyślony.

Sophie otworzyła drzwi samochodu. Tomek wgramolił się na fotel pasażera, a Tymek usiadł z tyłu.

Po porodzie za granicą Sophie wróciła do swojej pierwotnej pasji — fotografii.

Kiedyś, gdy wyrobiła sobie nazwisko w świecie fotografii dzięki temu niesamowitemu zdjęciu geparda pędzącego na wolności, ludzie nie mogli przestać powtarzać, że to prawdziwy dar od Boga.

Nawet jej przypadkowe fotki miały w sobie coś, po czym od razu było wiadomo: to jej.

A potem głupio porzuciła tę pasję dla Benjamina i niegdyś oklaskiwana fotograficzna cudowna dziewczyna zniknęła ze świata profesjonalistów.

Dziś, patrząc wstecz, Sophie mogła dojść tylko do jednego wniosku: była kompletnie zaślepiona.

Najgorszym błędem w jej życiu było oddanie wszystkiego w imię tak zwanej miłości. Na szczęście zawsze miała w sobie odwagę, żeby zaczynać od nowa — nawet kiedy coś w niej pękało i czuła, że już nie ma siły, potrafiła zebrać się z ziemi i zbudować siebie na nowo.

Sophie jechała powoli, z opuszczonymi szybami, żeby chłopcy mogli nacieszyć oczy widokami Lśniącego Miasta.

Tomek przewijał wiadomości w telefonie.

Na czerwonym świetle Sophie zerknęła na jego ekran i zauważyła, że ogląda wywiad w wiadomościach biznesowych.

Prowadzący z entuzjazmem przedstawiał gościa: — Jest nam niezmiernie miło gościć dziś prezesa globalnie notowanej Brown Group, Benjamina Browna...

Zanim prowadzący zdążył dokończyć, mała dłoń sięgnęła z tylnego siedzenia i przesunęła palcem, wyłączając filmik.

Tomek od razu nadąsał się i odwrócił do brata z irytacją. — Tymek, czemu to zrobiłeś?

— Nienawidzę go — odpowiedział Tymek bez chwili wahania.

Sophie uniosła brew, zaintrygowana. — Tymek, przecież ty go nawet nie spotkałeś. Czemu tak bardzo go nienawidzisz?

— Bo skrzywdził ciebie — odparł Tymek z niezachwianą pewnością. — Tomek i ja przyszliśmy na świat po to, żeby cię chronić. Kto cię rani, staje się naszym wrogiem.

Tomek pokiwał energicznie głową. — No właśnie! Nikt nie będzie krzywdził naszej mamusi, dopóki my tu jesteśmy.

Sophie zamrugała, a przez jej serce przeszła ciepła fala.

Jej ukochani chłopcy dorośli tak, że byli już nie tylko jej słabością, ale i siłą — jej tarczą, której nie dało się przebić.

— Wiem. Ale... — zaczęła.

Głos Sophie urwał się, pełen niepewności. Nigdy nie rozmawiała z chłopcami o ich pochodzeniu, choć już wcześniej o to pytali.

Po tym, jak kilka razy zbyła ich pytania, i Timothy, i Thomas jakby wyczuli jej dyskomfort i więcej do tego nie wracali.

Teraz jednak ich komentarze sprawiły, że Sophie zaczęła się zastanawiać, czy oni już nie wiedzą więcej, niż jej się wydawało.

Kolejne słowa Timothy’ego potwierdziły jej podejrzenia.

— Mamusiu, Thomas i ja już wiemy, co przed nami ukrywasz.

Thomas wskazał na własną twarz. — Mamusiu, nie jesteśmy głupi.

Sophie na chwilę odebrało mowę.

Wpływy Benjamina doszły do zenitu. Choć nie mieszkali w Luminous City, wiadomości o Benjaminie co rusz wyskakiwały im w aktualnościach.

A chłopcy byli wyjątkowo bystrzy — jak mieliby nie zauważyć uderzającego podobieństwa między sobą a mężczyzną z tych newsów?

Światło zmieniło się na zielone i Sophie znów ruszyła.

Jedną ręką trzymała kierownicę, a myślami wciąż była przy ich rozmowie.

— Thomas, Timothy, jeśli któregoś dnia… — Sophie dobierała słowa ostrożnie, jakby stąpała po cienkim lodzie.

Ale zanim zdążyła dokończyć, obaj przerwali jej bez wahania. — Mamusiu, nie będzie takiego dnia. Zawsze będziemy przy tobie.

Sophie zaszkliły się oczy. Czasem pewnych rzeczy nie trzeba mówić wprost.

— Dobrze — powiedziała, a jej spojrzenie wypełniło się szczęściem i spokojem, takim domowym, jak po ciepłej herbacie.

Zbliżali się do skrętu w lewo. Sophie przekręciła kierownicę i po skręcie pojechała dalej, kompletnie nieświadoma, że niedaleko, na światłach, czekał Rolls-Royce ze swoim pasażerem.

Benjamin patrzył z niedowierzaniem na twarz Sophie, kiedy jej samochód przejechał obok.

Przez moment zwątpił we własne oczy. Przecież Sophie miała umrzeć w więzieniu. Jak mogła wciąż żyć?

A jednak to, co właśnie zobaczył, było aż nazbyt prawdziwe.

Ta Sophie miała te same piękne rysy, które pamiętał, ale jej sposób bycia wydawał się teraz dojrzalszy — było w niej coś, czego nie potrafił nazwać, jakaś cicha głębia.

Natychmiast rozkazał kierowcy: — Jedź za tym autem, które skręciło w lewo.

Kierowca zawahał się. — Przykro mi, panie Brown, ale tamten samochód już odjechał. Teraz nie damy rady go dogonić.

Napięte ciało Benjamina powoli się rozluźniło. Zamknął oczy i powiedział: — Jedźmy dalej do pierwotnego celu. Sprawdźmy nową lokalizację firmy.

— Tak jest, panie Brown.

Tymczasem Sophie podjechała pod swoje studio fotograficzne.

Frank pomógł jej założyć działalność na fałszywą tożsamość. Przez lata firma rozkwitła, przyciągając wielu klientów z najwyższej półki.

Gdy Sophie wysiadła z samochodu, zauważyła, że sąsiedni lokal był prawie po remoncie, choć brakowało mu jeszcze zewnętrznych wykończeń. Nie potrafiła na razie zgadnąć, jaka działalność się tam wprowadzi.

Rozważała rozszerzenie studia o tę przestrzeń, jeśli interes dalej będzie się kręcił, ale ktoś ją ubiegł.

Sophie ujęła dłonie synów. — Chodźcie, wejdziemy i zobaczymy.

Niedługo po tym, jak weszli do środka, samochód Benjamina podjechał pod to samo miejsce.

Zamyślony Benjamin przyjrzał się czarnemu SUV-owi zaparkowanemu obok budynku i poczuł dziwne ukłucie znajomości.

Wyglądał dokładnie jak auto, które chwilę temu widział w rękach Sophie.

Czyżby to…?

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział