Rozdział 67: Dwa dni

— Lady Euphyllio, jeszcze pani nic nie jadła.

Jego głos dobiegł z progu, cichy, jakby bał się, że nawet dźwięk mógłby mnie potłuc.

Nie odwróciłam się.

Wiatr za balkonem był głośniejszy, niż go zapamiętałam. Szarpał kamienne balustrady, szarpał zasłony jak niespokojne palce. Poniżej urwisko spływa...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie