
Mój bratni los wybrał moją najlepszą przyjaciółkę, więc jego wuj rości sobie do mnie prawo
Mystique Luna 🌙🐺 · W trakcie · 308.1k słów
Wstęp
W swojej rozpaczy, podczas jednej zakazanej nocy, zostaje związana z Lucretiusem Xiorem Franciosą, Alfą Sforu Złotego Zaćmienia, dowódcą w królewskiej armii i jednocześnie wujem oraz zaprzysięgłym wrogiem jej własnego partnera. Od tamtej chwili zaczynają się pojawiać zagadkowe liściki i pojedynczy chryzantemowy kwiat — wkrótce odkrywa, że to od niego. To jego nieustanne przypomnienie, że jest obserwowana, naznaczona i rości sobie do niej prawo.
W końcu składa jej propozycję: zemsta w zamian za jej ciało, jej zaufanie, a może nawet i duszę. Pakt z diabłem, który ona przyjmuje, przysięgając zniszczyć partnera, który ją odrzucił, oraz przyjaciółkę, która ją zdradziła.
To, co zaczyna się jako zemsta, przeradza się w uwikłanie w jego mrok, gdzie obsesja pożera miłość, a upadek jest jedynym możliwym finałem. Jednak pośród chaosu zdrady i pożądania Euphyllia rozpaczliwie pragnie odkryć tajemnicę swoich poprzednich żyć i wreszcie dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest.
Rozdział 1
Minął rok, odkąd odkryłam, że moim przeznaczonym partnerem był nikt inny jak Redmund Franciosa. Przez ten cały rok nasz związek pozostawał tajemnicą – dokładnie tak, jak on chciał.
– Już niedługo, kochanie. Już niedługo – szeptał mi czule do ucha za każdym razem, gdy naciskałam na niego w tej sprawie. Ciepły oddech łaskotał mnie w skórę, aż przebiegały mnie ciarki, a jego niski, hipnotyzujący głos wystarczał, żebym znowu przytaknęła jego obietnicom.
A jednak, ku mojemu rozczarowaniu, te słowa nigdy się nie zmieniały. Chciałam czegoś więcej. Paliłam się do tego, żeby powiedzieć całemu światu, że w końcu mam swojego towarzysza, kogoś, kogo mogę nazwać „moim”, i nie mogłam się doczekać dnia, w którym w niedalekiej przyszłości staniemy razem przed ołtarzem.
Nie mogłam się doczekać, aż mnie naznaczy i założymy rodzinę. Już widziałam w wyobraźni, jak mieszkamy w jego stadzie, z naszym własnym szczeniakiem, którego oboje stworzyliśmy – naszym dzieckiem, naszą dumą.
Redmund był pierwszy w kolejce do przejęcia stada Złotego Zaćmienia. Już teraz zajmował poważaną pozycję jednego z kapitanów w królewskiej armii. Jego wuj był obecnym Alfach ich stada i wciąż się nie ożenił, co automatycznie czyniło z Redmunda następnego w kolejności, jeśli wuj postanowi odejść. Wstąpił do królewskiej armii, żeby wyrobić sobie nazwisko tam, gdzie jego wuj był dowódcą. Miał też ogromne wsparcie rodziców – byli z niego niesamowicie dumni, że celuje tak wysoko.
Ja natomiast pracowałam jako taktyk, coś w rodzaju strażniczki planów, w tej samej dziedzinie co on. W przeciwieństwie do niego pochodziłam z mniejszego stada – Gwiezdnych Cieni – które poza własnymi granicami prawie nie miało znaczenia. Byłam już sierotą, mieszkającą wyłącznie w domu stada, odkąd mój ojciec zginął w zasadzce roguesów, kiedy miałam osiem lat. To wydarzyło się na naszym terenie. Dorastałam, nie wiedząc nawet, kim była moja matka. Zostałam jedną z gamm, kiedy tylko wstąpiłam do królewskiej armii, zaraz gdy wreszcie pozwolono, by kobiety mogły do niej dołączać.
To dzięki komandor Rachelle – pierwszej kobiecie w armii. To ona udowodniła, że kobiety są tak samo zdolne do służby jak mężczyźni.
On miał dwadzieścia siedem lat. Ja dwadzieścia sześć.
A jednak, pomimo różnic – statusu, wieku i stada – wierzyłam, że Bogini Księżyca połączyła nas ze sobą z jakiegoś powodu.
Naprawdę miałam nadzieję, że Redmund w końcu przedstawi mnie swoim rodzicom. Nie mogłam się doczekać, aż ich poznam.
Kiedy królewska armia wreszcie przyznała mi krótki urlop – po miesiącu proszenia i błagania u przełożonego – uznałam, że to idealna okazja, żeby go zobaczyć.
Mimo że byliśmy w tej samej formacji, ja i Redmund mieliśmy mało czasu tylko dla siebie. Poza tym, w oczach naszych towarzyszy z armii, byliśmy dla siebie nikim więcej jak współpracownikami… a właściwie, co najwyżej przyjaciółmi. To bolało mnie najbardziej, bo wciąż nie mogliśmy ujawnić naszego związku.
Więc pod tym pretekstem zaplanowałam, że go odwiedzę. Chciałam zobaczyć radość i zaskoczenie malujące się na jego twarzy, kiedy ujrzy mnie na zewnątrz koszar, nieskrępowaną służbą. Dla innych wyglądałoby to po prostu tak, jakbym była dobrą koleżanką, która wpadła w odwiedziny.
Lecz gdy dotarłam do jego posterunku, mój cały świat się rozpadł. Redmund nie był sam – był tam z Lilith Haven.
Lilith była moją najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa. Mieszkałyśmy w tym samym stadzie i byłyśmy w tym samym wieku. Ona też była jedną z gamm w naszym stadzie. Zaprzyjaźniła się ze mną, kiedy zobaczyła mnie samotną, podczas gdy inni rówieśnicy praktycznie mnie odrzucali, bo nie miałam rodziców. Tylko ona odważyła się podejść, usiąść obok mnie i zostać ze mną. Ona też była sierotą, również mieszkała w domu stada.
Pracowała też w plutonie Redmunda i wiedziała, że Redmund był moim przeznaczonym partnerem. Była przeciwko niemu właśnie ze względu na mnie, bo pochodził z krwi rodu Franciosa, który miał złą opinię przez wujka Redmunda i przez to, jak potężny był.
Ale dlaczego oni się razem śmiali? Dlaczego byli tacy bliscy?
Znali się wcześniej, beze mnie, za moimi plecami?
I wtedy to zobaczyłam. Patrzyłam, jak mój świat wali się przede mną w gruzy.
To czułe spojrzenie, które Redmund posłał jej – takie, które powinno należeć do mnie. Sposób, w jaki ich dłonie niby przypadkiem się musnęły, aż w końcu on ją uchwycił, splótł swoje palce z palcami Lilith, a potem ich twarze zaczęły się do siebie zbliżać, aż ich usta się zetknęły.
Zamarłam, na moment prawie zapomniałam, jak się oddycha.
Miałam wrażenie, że wszystko wokół po prostu znika. Głośne gadanie żołnierzy, zgiełk ulicy, brzęk stali… wszystko powoli się oddalało, jakby ktoś ściszał świat, a ja czułam, jakby moje serce przestało bić.
Jedynym dźwiękiem, jaki do mnie docierał, był trzask mojego serca rozpadającego się na drobne kawałki. Nawet kolana mi się ugięły na ten widok.
Redmund, mój przeznaczony… Lilith, moja ukochana przyjaciółka…
Dwoje ludzi, którym ufałam najbardziej na świecie…
Kiedy odchodziłam, czułam, że przy każdym kroku ktoś wbija mi w serce tysiąc strzał. W głowie kłębiło mi się od pytań.
– Dlaczego? – wyszeptałam. Czułam, że w każdej chwili mogę upaść na kolana.
Dlaczego tak mnie zdradzili? Jak mogli mi to zrobić?
Czy to dlatego Redmund tak uparcie chciał trzymać nasz związek w tajemnicy? I dlatego Lilith tak zaciekle była przeciwko niemu jako mojemu partnerowi – bo sama go chciała, chociaż on i ja byliśmy sobie przeznaczeni?
Byłam ślepa jak cielę czy prowadzone na rzeź? Od kiedy oni są ze sobą?
Czy wtedy, kiedy powiedział mi, że nie możemy pokazać naszej relacji światu?
Zdrajcy… Czym sobie na to zasłużyłam? Co takiego im zrobiłam?
Przycisnęłam dłoń do piersi, jakbym w ten sposób mogła jakoś utrzymać roztrzaskane kawałki serca w jednym miejscu. Ale wiedziałam, że to na nic. Ten rodzaj zdrady wypala całe wnętrze.
A jednak… dlaczego ten ból wydawał się tak boleśnie znajomy? Dlaczego miałam wrażenie, jakbym już kiedyś tonęła w tym samym cierpieniu?
Wystarczyło, że zamknęłam oczy, a miałam wrażenie, że zaraz pęknie mi głowa. Wspomnienia, które uważałam za dawno pogrzebane, nagle wybiły na powierzchnię jak wezbrana rzeka po roztopach i aż wstrzymałam oddech.
Pamiętałam, że byłam uzdrowicielką, porzuconą za to, kim byłam. Kobietą o palcach ubrudzonych tuszem, błagającą mężczyznę, by nie sprzedał jej za odrobinę władzy.
Pamiętałam, że byłam wojowniczką, odrzuconą w imię obowiązku. Zakrwawiony miecz wyślizgiwał mi się z dłoni, gdy dowódca, którego kochałam, odwrócił się do mnie plecami i odmaszerował u boku innej.
Pamiętałam, że byłam Luną, zepchniętą na bok dla innej. Stałam pod księżycem, a moja wataha chyliła kark nie przede mną, lecz przed kobietą, którą on wybrał zamiast mnie.
Te rozmyte twarze… przytłumione głosy… nałożone na siebie życia, które już kiedyś przeżyłam… Każdy z tych końców kończył się tak samo.
Tysiąc żyć.
Tysiąc zdrad.
I teraz, znowu, historia wcisnęła mnie w ten sam, okrutny schemat. Historia powtórzyła się co do joty.
Zostałam odrzucona. Zostałam zapomniana. Zostałam zastąpiona.
Zabrakło mi tchu, kiedy prawda uderzyła we mnie jak obuchem.
Ten ból nie był nowy. To nie było pierwszy raz. Byłam tego pewna. Nie mogłam się mylić.
Byłam tu już wcześniej.
Już żyłam.
Już umierałam.
A teraz żyję znowu.
Nie.
To mogło oznaczać tylko jedno…
Zostałam zreinkarnowana.
Ostatnie Rozdziały
#179 Rozdział 179: Obietnica dla naszego malucha
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#178 Rozdział 178: Ślub, na który zasłużyłem
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#177 Rozdział 177: Mój najbliższy przyjaciel
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#176 Rozdział 176: Kiedyś kochany
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#175 Związek znajomości
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#174 Rozdział 174: Powrót do domu w inne miejsce
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#173 Rozdział 173: Mój idiota
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#172 Rozdział 172: Zrobiliśmy to
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#171 Rozdział 171: Pułapka
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026#170 Rozdział 170: Już nie istnieje
Ostatnia Aktualizacja: 7/6/2026
Może Ci się spodobać 😍
Ręce Losu
Wiesz, co mówią o planowaniu?
"Planujesz, a Bóg się śmieje."
Przypadkowe Spotkanie z Magnatem
Cztery lata temu rodzina Baileyów stanęła w obliczu druzgocącego kryzysu finansowego.
Gdy bankructwo wydawało się nieuniknione, pojawił się tajemniczy dobroczyńca, oferując ratunek pod jednym warunkiem: małżeństwo na kontrakt.
Krążyły plotki o tym zagadkowym mężczyźnie — szeptano, że jest ohydnie brzydki i zbyt zawstydzony, by pokazać swoją twarz, być może skrywający mroczne, skrzywione obsesje.
Bez wahania Baileyowie poświęcili mnie, aby chronić swoją cenną biologiczną córkę, zmuszając mnie do zajęcia jej miejsca jako pionka w tej zimnej, wyrachowanej umowie.
Na szczęście, przez te cztery lata tajemniczy mąż nigdy nie zażądał spotkania twarzą w twarz.
Teraz, w ostatnim roku naszej umowy, mąż, którego nigdy nie spotkałam, żąda, abyśmy się spotkali osobiście.
Jednak katastrofa uderzyła noc przed moim powrotem — pijana i zdezorientowana, weszłam do złego pokoju hotelowego i skończyłam w łóżku z legendarnym potentatem finansowym, Casparem Thorntonem.
Co ja teraz, do diabła, mam zrobić?
Jak nie zakochać się w smoku
Dlatego właśnie byłam co najmniej skołowana, kiedy przyszedł list z moim imieniem już wydrukowanym na planie zajęć, przydzielonym akademikiem i dobranymi przedmiotami, jakby ktoś znał mnie lepiej, niż ja sama siebie. O Akademii słyszeli wszyscy – to tam wiedźmy ostrzą swoje zaklęcia, zmiennokształtni opanowują swoje postaci, a każdy możliwy magiczny stwór uczy się panować nad swoim darem.
Wszyscy oprócz mnie.
Ja nawet nie wiem, czym właściwie jestem. Zero zmiany postaci, zero sztuczek, żadnej magii w stylu “patrzcie na mnie”. Po prostu dziewczyna otoczona ludźmi, którzy potrafią latać, przywoływać ogień albo leczyć jednym dotykiem. Więc siedzę na zajęciach, udaję, że tu pasuję, i wytężam słuch, szukając choćby najdrobniejszej wskazówki, która powie mi, co tak naprawdę płynie w mojej krwi.
Jedyną osobą, która jest chyba jeszcze bardziej ciekawa niż ja, jest Blake Nyvas – wysoki, o złotych oczach i jak najbardziej Smok. Ludzie szepczą, że jest niebezpieczny, powtarzają, żebym trzymała się od niego z daleka. Ale Blake wydaje się zdeterminowany, żeby rozwiązać zagadkę mnie, a ja… jakoś ufam właśnie jemu bardziej niż komukolwiek innemu.
Może to głupota. Może igranie z ogniem.
Ale kiedy wszyscy inni patrzą na mnie, jakbym była tu nie na swoim miejscu, Blake patrzy na mnie tak, jakby była zagadką, którą naprawdę warto rozwiązać.
Zaproszenie śmierci
Niemoralna propozycja miliardera
Osierocona i bez miejsca, które mogłaby nazwać domem, Willow miała tylko jedną szansę na szczęście – pójść na studia. Kiedy jej stypendium przepadło, mogła tylko skontaktować się z Nicholasem Rowe, tajemniczym i wręcz grzesznym miliarderem, aby dał jej pieniądze, które jej się należały.
Skąd mogła wiedzieć, że nie tylko będzie skłonny sfinansować jej edukację, ale także chciał, aby została matką jego dzieci! To nie było częścią planu. Ale w obliczu pokusy, Willow mogła tylko przyjąć nieprzyzwoitą propozycję i wpaść w sidła starszego mężczyzny.
Czy ich związek przetrwa? Co się stanie, gdy duchy przeszłości Nicholasa pojawią się, by rozdzielić parę? Czy przetrwają burzę?
W łóżku z jej dupkowatym szefem
Jedna noc. Tylko tyle miało być.
Ale w zimnym świetle dnia odejście nie jest takie łatwe. Roman nie jest człowiekiem, który odpuszcza - szczególnie nie wtedy, gdy zdecydował, że chce więcej. Nie chce Blair tylko na jedną noc. Chce ją, kropka.
I nie ma zamiaru jej puścić.
Nocne lekarstwo prezesa
Nazywam się Aria Harper i właśnie przyłapałam mojego narzeczonego Ethana na zdradzie z moją przyrodnią siostrą Scarlett w naszym łóżku. Podczas gdy mój świat się rozpadał, oni planowali ukraść wszystko—moje dziedzictwo, spuściznę mojej matki, nawet firmę, która powinna należeć do mnie.
Ale nie jestem naiwną dziewczyną, za jaką mnie uważają.
Wchodzi Devon Kane—jedenaście lat starszy, niebezpiecznie potężny i dokładnie taki, jakiego potrzebuję. Jeden miesiąc. Jeden tajny układ. Wykorzystać jego wpływy, aby uratować moją firmę, odkrywając jednocześnie prawdę o "śmierci" mojej matki Elizabeth i fortunie, którą mi ukradli.
Plan był prosty: udawać zaręczyny, wyciągnąć informacje od wrogów, odejść czysto.
Czego się nie spodziewałam? Ten bezsenny miliarder, który może spać tylko wtedy, gdy jestem w jego ramionach. Czego on się nie spodziewał? Że jego wygodna aranżacja stanie się jego obsesją.
W świetle dnia jest mistrzem obojętności—jego spojrzenie przesuwa się obok mnie, jakbym nie istniała. Ale gdy zapada ciemność, podciąga moją koronkową sukienkę, jego dłonie zdobywają moje piersi przez przezroczysty materiał, jego usta odnajdują mały pieprzyk na moim obojczyku.
„Tak właśnie,” oddycha przeciw mojej skórze, głos napięty i chrapliwy. „Boże, czujesz się niesamowicie.”
Teraz granice są zamazane, stawki wyższe, a wszyscy, którzy mnie zdradzili, zaraz się dowiedzą, co się dzieje, gdy nie doceniają Arii Harper.
Zemsta nigdy nie była tak słodka.
Zawłaszczona przez Miliardera
Jego głos był lodowaty, ostry jak stal.
„Chwila—musi być jakaś pomyłka.”
„Podpisz te cholernie papiery” — powiedział, cicho, z głosem tnącym jak brzytwa.
Przełknęłam ślinę z trudem.
Groźby mojego ojca dźwięczały mi w głowie jak echo w pustym korytarzu: Jeśli nie, już nigdy nie zobaczysz swojego syna.
I podpisałam.
Elizabeth Harper nigdy nie miała wyjść za niego. On był niebezpieczeństwem w garniturze skrojonym na miarę, bogactwem zawiniętym w milczenie, władzą ukrytą za lodowatymi, niebieskimi oczami.
Jedna pomyłka, jeden podpis złożony w nie tym pokoju, i teraz jest związana z Christianem Reedem, bezwzględnym miliarderem, znanym z tego, że rujnuje imperia... w tym własną linię krwi. Miała być niewidzialna, posłuszna i do wyrzucenia.
Projekt Więzień
Czy miłość może oswoić nietykalnych? Czy tylko podsyci ogień i wywoła chaos wśród więźniów?
Świeżo po ukończeniu liceum i dusząca się w swojej beznadziejnej rodzinnym mieście, Margot pragnie ucieczki. Jej lekkomyślna przyjaciółka, Cara, myśli, że znalazła idealny sposób, aby obie mogły się stamtąd wyrwać - Projekt Więzień - kontrowersyjny program oferujący ogromną sumę pieniędzy w zamian za czas spędzony z więźniami o najwyższym stopniu bezpieczeństwa.
Bez wahania, Cara spieszy, aby je zapisać.
Ich nagroda? Bilet w jedną stronę do głębi więzienia rządzonego przez przywódców gangów, bossów mafii i mężczyzn, których strażnicy nie odważyliby się nawet przekroczyć...
W samym centrum tego wszystkiego, spotyka Cobana Santorellego - człowieka zimniejszego niż lód, ciemniejszego niż północ i śmiertelnie niebezpiecznego jak ogień, który podsyca jego wewnętrzną wściekłość. Wie, że projekt może być jego jedyną szansą na wolność - jego jedyną szansą na zemstę na tym, który zdołał go zamknąć, więc musi udowodnić, że potrafi nauczyć się kochać...
Czy Margot będzie tą szczęściarą, która pomoże go zreformować?
Czy Coban będzie w stanie zaoferować coś więcej niż tylko seks?
To, co zaczyna się od zaprzeczenia, może bardzo dobrze przerodzić się w obsesję, która następnie może rozkwitnąć w prawdziwą miłość...
Temperamentna powieść romantyczna.
CHŁOPIEC, KTÓRY MÓGŁ URODZIĆ DZIEDZICA
„Myślisz, że pozwolę Cassianowi wziąć to na siebie?”
„To mój syn. A ty? Ty jesteś tylko gębą, którą żałuję, że w ogóle zrobiłem.”
Lucien urodził się z tajemnicą.
Taką, której nawet on sam nie rozumiał.
Taką, o której jego ojciec wiedział od zawsze — i za którą go nienawidził.
Kiedy jego bliźniak, Cassian, żył na pełnej swobodzie, Lucien żył zamknięty za drzwiami, karany za samo istnienie.
Nie wolno mu było wychodzić.
Nie wolno mu było żyć.
Był ukryty. Wymazany z pamięci. Złamany.
Aż do chwili, gdy jedno przyjęcie zmieniło wszystko.
Ucierzpiała mafia księżniczka.
Winę zwalono na Cassiana.
Ale ich ojciec dopilnował, żeby to Lucien zapłacił cenę.
Tamtej nocy Lucien został oddany Zaynowi Kingsleyowi —
miliarderowi, dziedzicowi mafii.
Jednemu z Ośmiu, którzy rządzą miastem z cienia.
Ma dwie żony. Córkę. I umierającego ojca, który szeptem wwierca mu się w głowę:
„Daj mi syna. Prawdziwego dziedzica. Albo stracisz wszystko.”
Zayn nie wierzy w słabość.
Nie wierzy w miłość.
I na pewno nie wierzy w takich mężczyzn jak Lucien.
Zayn jest zimny. Bezwzględny. Homofobiczny.
Ale Zayn nie wie…
że Lucien nosi w sobie coś więcej niż ból.
Nosi sekret, który kpi z biologii, logiki i ze wszystkiego, co Zaynowi wydawało się pewne:
Lucien może urodzić dziedzica.
A to, co zaczęło się jako kara, zamienia się w obsesję.
To, co zaczęło się nienawiścią, zaczyna palić w coś zakazanego… i przerażającego.
Sekretarko, Czy Chcesz Się Ze Mną Przespać?
Może dlatego żadna z nich nie wytrzymywała dłużej niż dwa tygodnie. Szybko mu się nudziły. Ale Valeria powiedziała „nie” i to tylko sprawiło, że zaczął gonić ją jeszcze zawzięciej, kombinując coraz to inne sposoby, żeby dostać to, czego chciał — nie rezygnując przy tym ze swoich rozrywek z innymi kobietami.
Nawet nie zauważył, kiedy Valeria stała się jego prawą ręką, i potrzebował jej do wszystkiego, jakby bez niej nie potrafił nawet oddychać. Mimo to nie przyznał się, że ją kocha, dopóki ona nie dotarła do swojej granicy i po prostu nie odeszła.
Własność Foki Wojennej
Nie wiem, czemu robię to, co ten facet każe mi robić, kiedy mi rozkazuje, ale za każdym razem jestem posłuszna i ssę te palce, jakby od tego zależało moje życie.
Uda zaczynają mi drżeć, kiedy słyszę, jak zamek błyskawiczny idzie w dół, bo wiem, co będzie dalej. Wepchnie się we mnie tak głęboko, że nie zostanie mu już ani centymetr, i zostawi mnie płonącą żywcem.
„Nie ruszysz rąk, kiedy zabiorę swoje. Rozumiesz mnie? Jeśli się nie posłuchasz, zwiążę cię i zostawię tutaj, aż twoi rodzice zaczną cię szukać i znajdą cię wypełnioną po brzegi moją spermą.”***************************************Ktoś mnie śledzi.
Prawie mnie okradli — a może mogło stać się coś jeszcze gorszego.
Ale pojawił się jakiś facet, który uratował mnie jak współczesny superbohater, tylko zamiast peleryny miał czarny kask.
Powinnam była dostać szału ze strachu, kiedy poderżnął gardło mojemu napastnikowi, potem tylko skinął na mnie głową, poczekał, aż bezpiecznie wsiądę do auta, i położył dłoń na mojej szybie.
Zamiast się bać, czuję…
Podniecenie.
Że żyję.
I aż mnie skręca, żeby poczuć to znowu.
Więc robię coś, czego nikt przy zdrowych zmysłach by nie zrobił. Wałęsam się nocą po mieście, kiedy powinnam leżeć w łóżku, odpoczywać, i tylko czekam na kolejny przebłysk mojego wybawcy.
Nie zawodzi.
Zastawia mnie i sprawia, że czuję rzeczy, których nie powinnam czuć, bo jestem w związku.
Tęsknię za jego dotykiem, rozchylam nogi wtedy, kiedy powinnam ich użyć, żeby uciec jak najdalej.
Ktoś mnie śledzi.
I podoba mi się to.












