Rozdział 8 Nudny smak dwutwarzowy

Godzinę później Olivia wróciła do biura.

Michael kręcił się tuż obok, jakby bał się, że da nogę.

Spojrzała w dół i podciągnęła rękaw, odsłaniając czerwony ślad w miejscu, w którym Michael wcześniej ją złapał. Nadal bolało.

Gdy dotarli do drzwi biura, Michael odezwał się lodowatym, niemal mechanicznym tonem:

– Tym razem będę osobiście nadzorował, żeby przekazanie obowiązków poszło jak należy.

Olivię przeszedł dreszcz; dłonie i stopy zrobiły jej się zimne.

Wiedziała dokładnie, co Michael kombinuje.

Pewnie bał się, że znowu „będzie gnębić” Sophię!

W tej samej chwili weszła Sophia.

Szybko podeszła do Michaela, w jej głosie pobrzmiewała lekka nagana:

– Michael, jesteś dla Olivii zdecydowanie za ostry. Bądź trochę milszy, dobrze? Nie sądzę, żeby specjalnie coś pominęła!

Michael zmarszczył brwi, a jego ton wciąż pozostawał twardy:

– To jedyny sposób, żeby potraktowała przekazanie poważnie. Nie musisz jej bronić. Gdyby miała choć połowę twojego rozsądku, nie musiałbym tu tracić czasu!

Olivia słuchała, a ręce trzęsły jej się ze złości.

A już myślała, że niżej nie da się upaść…

Sophia, udając poczucie winy, lekko pociągnęła go za rękaw:

– Nie mów tak do Olivii!

Potem odwróciła się do Olivii z przyjaznym uśmiechem:

– Olivia, nie złość się na Michaela. Wiesz, jaki on jest—w pracy zawsze czepia się szczegółów! Po prostu tym razem niczego nie przeocz, to nie będzie cię obwiniał.

Olivię aż zemdliło od tej bezczelnej hipokryzji.

Zwłaszcza Sophii, która grała niewiniątko, a w oczach miała kpiącą, triumfującą iskierkę.

Była pewna, że Michael tego nie zauważy i będzie ją chronił.

I oczywiście—Michael nie przejrzał tej szopki i ufał jej bezgranicznie.

Olivia, czując się skrzywdzona, nie mogła się bronić.

Bo i tak by jej nie uwierzył!

Dalsze gadanie byłoby tylko gadaniem do ściany.

Nie chciała tu zostać ani minuty dłużej.

Żeby uniknąć nacisków Michaela, stłumiła emocje i sprawnie dopięła wszystkie sprawy związane z przekazaniem obowiązków.

Kiedy skończyła, zapytała chłodno i z dystansem:

– To już wszystko, panie Johnson?

Michaelowi nie przeszkadzało to oficjalne zwracanie się do niego.

W końcu w biurze byli tylko przełożonym i podwładną.

Nie widział w tym nic złego.

Michael odpowiedział obojętnie:

– Jeśli niczego nie brakuje, możesz iść.

Słysząc to, Olivia nie powiedziała już ani słowa i odwróciła się na pięcie.

Kiedy przechodziła przez open space, nie mogła powstrzymać fali emocji.

To miejsce, w które wlała pot i wysiłek, stało się teraz czyimś stopniem do kariery, a ją wyrzucono jak zbędny śmieć.

Serce bolało ją tak, że ledwo łapała oddech, więc przyspieszyła krok, by jak najszybciej stąd wyjść.

Gdy czekała na windę, jej członkowie zespołu, ci, którzy zawsze walczyli z nią ramię w ramię, pośpiesznie ją dogonili.

Na ich twarzach widać było niechęć do rozstania i pragnienie, żeby została.

– Pani Smith, naprawdę pani odchodzi?

– Proszę nie odchodzić, będziemy za panią strasznie tęsknić!

– Ta nowa, pani Brown, wydaje się strasznie zadufana… jakoś nie jestem jej fanem.

„Ćśś… ciszej.”

Inna koleżanka szepnęła: „Ona jest z rodziny Brownów i wychowała się z panem Johnsonem. Ich relacja wygląda na taką… szczególną. Nawet sam pan Chase Johnson wpadł dziś rano, żeby sprawdzić, co u niej…”

„Słyszałam od sekretarki z najwyższego piętra, że to ukochana pana Johnsona. Może jeszcze skończy jako pani Johnson…”

Olivia nie była zaskoczona ich gadaniem.

Sophia była tu dopiero jeden dzień, a Michael i Chase już stawali na rzęsach, żeby jej dogodzić.

Nic dziwnego, że wszyscy snuli takie domysły!

A może wkrótce te domysły staną się prawdą.

Olivia nie miała ochoty się odzywać. Kiedy już się nagadali do woli, w końcu powiedziała: „Przykro mi, nie mogę już z wami pracować. Od teraz trzymajcie się nowego lidera i dajcie z siebie wszystko. Obyśmy kiedyś jeszcze się spotkali!”

Plotkujący współpracownicy natychmiast zamilkli.

Zastępczyni dyrektora, Abigail Rodriguez, podeszła i ujęła Olivię pod ramię. „Olivia, z takim talentem nie powinnaś być pod nikim. Skoro laboratorium cię nie zatrzyma, to chociaż odprowadzimy cię, zanim wyjdziesz, co? Może kolacja dzisiaj?”

„No właśnie, Olivia, byłaś najlepszą szefową, jaką miałam. Będzie mi cię strasznie brakować, proszę, nie odmawiaj!”

„Nie wiadomo, kiedy znowu się zobaczymy, zróbmy dziś małe spotkanie?”

Olivia nie miała nastroju na kolację.

Ale ich ciepłe zaproszenia… a niektórzy mieli łzy w oczach.

Serce Olivii nie było z kamienia.

Wobec takiej życzliwości jak mogła odmówić?

W końcu zgodziła się: „Dobra. Niech to będzie moje pożegnanie.”

Tego wieczoru, w prywatnej sali Azure & Gold, po tym jak ogarnęła Biankę, Olivia przyszła punktualnie.

Gdy dotarła na miejsce, jej zespół już był.

Ledwo ją zobaczyli, od razu przywitali ją serdecznie: „Olivia, jesteś! Chodź tutaj, zostawiliśmy ci miejsce!”

Olivia skinęła głową i usiadła tam, gdzie wskazali.

Jednak zauważyła dwa puste miejsca po swojej lewej stronie.

Rozejrzała się i zapytała: „Ktoś jeszcze ma przyjść?”

Na to pytanie twarze współpracowników na moment zastygły.

W tej samej chwili drzwi sali nagle się otworzyły.

Do środka weszły dwie niespodziewane osoby.

Michael i Sophia!

Olivia znieruchomiała, nie zdążyła nawet zareagować, gdy Sophia, cała w skowronkach, przywitała wszystkich: „Wszyscy już są? Mam nadzieję, że nie czekaliście za długo?”

Specjalnie spojrzała na miejsce Olivii i uśmiechnęła się: „Olivia, ty też jesteś? Myślałam, że nie przyjdziesz na moje przyjęcie na powitanie! Super, że jednak przyszłaś!”

Michael stał obok niej i rzucił Olivii krótkie spojrzenie — bez cienia emocji na twarzy.

Twarz Olivii momentalnie pociemniała.

Przyjęcie powitalne Sophii?

Czy to nie miało być jej pożegnanie?

Odruchowo spojrzała na współpracowników.

Unikali jej wzroku, speszeni i niepewni, jak jej spojrzeć w oczy.

Palce Olivii zrobiły się lodowate. Zdusiła w sobie wzburzenie i zapytała Abigail, siedzącą obok, cicho, ale twardo: „Możesz mi powiedzieć, o co chodzi? Czemu ona tu jest? To pożegnanie było ściemą?”

Abigail szybko ściszyła głos i zaczęła tłumaczyć: „To nie tak, Olivia. Nie spodziewaliśmy się, że to tak się obróci…”

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział