Rozdział 9: Robię
Wcześniej tego wieczoru, kiedy wszyscy kończyli już robotę, zwijali się z pracy i szykowali do wyjścia, wpadli na Sophię, która akurat też miała się zbierać.
Gdy usłyszała o kolacji, od razu, z błyskiem w oku, oznajmiła, że koniecznie chce dołączyć.
„Powiedziała, że chce postawić wszystkim. Pan Johnson też tam był i planował iść z nami. No nie wypadało odmówić… Ale Olivia, proszę, uwierz nam, jasno powiedzieliśmy, że to twoja pożegnalna kolacja. Na pewno nie mówiliśmy nic o żadnym «przyjęciu powitalnym»…” Abigail szybko zaczęła się tłumaczyć, bo bała się, że Olivia źle to odbierze i się zdenerwuje.
Twarz Olivii lekko stężała, ale nie odezwała się od razu.
Rozumiała, że to nie ich wina. Mieli dobre intencje, a to Sophia wcisnęła się na siłę.
Sophia robiła to ewidentnie z premedytacją!
W prywatnej salce zrobiło się jakby ciaśniej od napięcia.
A Sophia, jakby zupełnie nic, rozsiadła się wygodnie i pewnie, pociągając Michaela, żeby usiadł na pustych miejscach obok niej. Specjalnie odsunęła Olivię od Michaela.
Potem, z łagodnym uśmiechem, zapytała wszystkich: „To co, zamówiliście już coś?”
„Jeszcze nie…”
Koledzy odpowiedzieli niezręcznie.
Sophia skinęła głową i uśmiechnęła się: „To ja wam pomogę zamówić. Nie macie nic przeciwko, prawda?”
Przy obecności Michaela kto odważyłby się zaprotestować?
Sophia dobrze o tym wiedziała, a jednak dodała, niby mimochodem: „Bardzo dobrze znam tę restaurację. Ja i Michael często tu przychodziliśmy jeszcze w liceum. Znam ich popisowe dania, więc koniecznie powinniście spróbować.”
Nie czekając na niczyją reakcję, szybko złożyła zamówienie.
W trakcie pochyliła się w stronę Michaela i powiedziała tonem aż nazbyt poufałym: „Twój gust się nie zmienił, co? Zamówiłam kilka twoich ulubionych rzeczy. Nadal je lubisz?”
Wyraz twarzy Michaela złagodniał i odpowiedział ciepło: „Lubię.”
Sophia od razu zaśmiała się słodko.
Ich wymiana zdań nie umknęła nikomu w sali. Kilka osób spojrzało po sobie znacząco.
Wyglądało na to, że plotki były prawdziwe. Michael rzeczywiście miał dla Sophii szczególne miejsce.
Niektórzy zaczęli w myślach na nowo ważyć jej pozycję i znaczenie.
Olivię zalała fala obrzydzenia i momentalnie odebrało jej apetyt.
Miała ochotę wstać i wyjść, nie zamierzała siedzieć w tak nieprzyjemnej atmosferze.
Kiedy już miała się podnieść, Abigail, siedząca obok, podała jej kolejne menu i powiedziała z troską: „Olivia, pamiętam, że lubisz ryby. Zamówić coś dla ciebie?”
To przypomnienie ściągnęło uwagę wszystkich z powrotem na Olivię. Ten wieczór miał być przecież o niej.
Wszyscy od razu podchwycili: „No jasne, trzeba zamówić!”
Zanim Olivia zdążyła odpowiedzieć, Sophia wtrąciła się: „Och, zapomniałam zapytać Olivię, co lubi. Nawet jeśli odchodzisz, to i tak chcę ci podziękować za wkład w pracę laboratorium. Dziś wieczorem masz się najeść do syta. Ja stawiam… potraktuj to jako pożegnalny prezent!”
Mocno zaakcentowała słowo „pożegnalny”, a jej ton brzmiał niby skruszony.
Tylko że Olivia wychwyciła w jej spojrzeniu krótkie, ulotne zadowolenie z siebie.
Olivia patrzyła na nią chłodno. Sophia była niezłą aktorką.
Olivia nie należała do tych, co połykają dumę i udają, że nic się nie stało.
Odezwała się lodowato: „Pani Brown, my jesteśmy sobie obce. Nie pracowałyśmy razem. Nawet jeśli to pożegnanie, to na pewno nie od pani to zależy!”
Sophia na moment zamarła, w jej oczach pojawiło się zranienie i niepewność.
„Przepraszam, poniosło mnie. Nie chciałam nic złego. Po prostu pomyślałam, że skoro przejmuję twoje stanowisko, to wypada cię odprowadzić…” Opuściła głowę, jakby naprawdę zrobiła coś nie tak. „Olivia, jesteś na mnie zła? Może nie powinnam obejmować tego stanowiska dyrektora?”
Olivię zbił z tropu ten jej własny, nakręcany dramat.
Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, Michael zmarszczył brwi i powiedział:
— Masz stuprocentową rację, bierz to!
Potem odwrócił się i wbił w Olivię surowe spojrzenie.
— Olivia, nie rób scen. Sophia podchodzi do ciebie po dobroci. O co ci chodzi z takim nastawieniem?
W Olivii zagotowała się złość. To ona miała być w centrum tego spotkania, a Sophia wparowała jak do siebie, i Michael postanowił udawać, że nic się nie stało.
Jakim cudem wcześniej nie widziała, jak ślepy potrafi być Michael?
Olivia nie zamierzała odpuszczać, ale Abigail się przestraszyła.
To był prezes Johnson Group, najbogatszy facet w całym Szmaragdowym Mieście!
Podpaść mu mogło się skończyć naprawdę źle.
Zwłaszcza że Olivia już złożyła wypowiedzenie. Jeśli Michael chciałby ją udupić w branży, wystarczyłoby jedno słowo.
Abigail w pośpiechu chwyciła Olivię i powiedziała:
— Panie Johnson, Olivia nie chciała tak wyjść. Proszę się nie gniewać. Przez te lata harowała w laboratorium dniami i nocami. Teraz, kiedy odchodzi, to normalne, że ma nerwy i emocje. Proszę jej tego nie brać do serca.
Współpracownicy podchwycili:
— Tak, panie Johnson, proszę się tym nie przejmować.
— Pani Brown, Olivia nie miała tego na myśli. Proszę nie wyciągać złych wniosków.
Wszyscy próbowali rozładować napięcie.
W tej samej chwili kelner wniósł dania, wprawnie rozcinając tę niezręczną, napiętą atmosferę.
Z wyczuciem pochwalił potrawy i wzniósł toast za Michaela i Sophię.
Michael w końcu odsunął wzrok i nie ciągnął tematu.
Abigail wypuściła powietrze z ulgą, szybko nałożyła Olivii jedzenia i szepnęła:
— Nie działaj pod wpływem chwili. Nie stać nas, żeby im podpaść. Zaciskaj zęby, żeby potem nie mieć kłopotów.
Olivia doceniała jej troskę i z niechęcią połknęła emocje, postanawiając, że nie wyjdzie od razu.
Lata temu, gdy dopiero przyszła do Johnson Group, Abigail bardzo jej pomogła.
Tym razem zrobi to dla niej — dla świętego spokoju i żeby „dać jej twarz”.
Kolacja ruszyła.
Atmosfera przy stole powoli się ocieplała po kilku kieliszkach.
Michael, zwykle wyniosły i trzymający dystans, przyszedł tu dla Sophii, więc koledzy nabrali odwagi i co chwilę podnosili toast na jego cześć.
Widząc to, Sophia uniosła dłoń, żeby ich powstrzymać, i powiedziała:
— Michael ma słaby żołądek. Nie powinien tyle pić. Ja wypiję za niego.
Pewnym ruchem przejęła kieliszki i wychyliła je jednym haustem.
Michael jej nie zatrzymał, a jego spojrzenie zrobiło się jeszcze łagodniejsze.
Powiedział cicho:
— Ty też nie pij za dużo. Uważaj, żebyś się nie upiła.
Sophia uśmiechnęła się i puściła do niego oczko.
— Teraz znoszę to dużo lepiej niż kiedyś. Nie upiję się!
Michael tylko pobłażliwie się uśmiechnął i nie powiedział już nic.
Ich mała wymiana była tak szczelna, jakby reszta ludzi przy stole w ogóle nie istniała.
Olivia patrzyła na to i aż ją skręcało z ironii.
Przez trzy lata to ona stawiała Michaela na nogi, wyciągała jego żołądek z problemów dzień po dniu, ziołami i miksturami, pilnując go jak dziecko.
A on nigdy nie okazał jej takiej czułości.
Wyglądało na to, że cokolwiek robiła, było „oczywiste” — należne, niewarte słowa.
A teraz Sophia wypiła za niego kilka kieliszków i on już był poruszony do głębi.
Urok pierwszej miłości naprawdę działa inaczej.
Olivię nagle zemdliło.
Może to był alkohol, który przed chwilą wypiła, ale w brzuchu zaczęło jej się przewracać, więc postanowiła pójść do toalety.
Jednak kiedy tam dotarła, nie potrafiła zwymiotować.
Zbladła. Oparła się o ścianę i próbowała się uspokoić, oddychając powoli, jakby chciała na siłę uciszyć to wszystko w środku. Poczekała, aż kolacja będzie prawie skończona, i dopiero wtedy wróciła do sali.
Chciała wyjść wcześniej.
Ale kiedy pchnęła drzwi, zobaczyła Michaela i Sophię w objęciach...
