Rozdział 1
Savannah
– Jesteś gotowa, Savannah? Musimy już jechać, czeka nas długa droga! – krzyczy po raz dziesiąty tego ranka moja mama, Sophia.
– Tak, mamo, już schodzę! – odkrzykuję, siedząc na łóżku i czytając moją ulubioną książkę. Szczerze mówiąc, jestem gotowa do wyjścia od dobrej godziny, ale sama myśl o ośmiogodzinnej podróży samochodem z rodziną natychmiast przyprawia mnie o ból głowy.
Nie chodzi o to, że nie lubię swojej rodziny. Lubię – kocham ich bardziej niż własne życie i bez wahania oddałabym życie, żeby chronić któregokolwiek z nich. Ale osiem godzin, podczas których Logan, Levi i Noah gadają o dziewczynach, futbolu i szukaniu swojej bratniej duszy, zawsze kończy się kłótniami, a moi rodzice drą się na nich, żeby byli ciszej, jednocześnie wyśpiewując z całych sił hity popu z lat osiemdziesiątych z przodu samochodu. Niech bogini błogosławi moje air podsy – przynajmniej na jakiś czas mogę zagłuszyć hałas, zaszyć się w ulubionej playliście i próbować czytać.
Będę tęsknić za moją najlepszą przyjaciółką, Mią, i za moją siostrą Emmą. Ona nie może jechać, bo wcześniej obiecała, że pójdzie na ślub swojej przyjaciółki Gabby, który jest za cztery dni. Nas nie będzie przez dwa tygodnie, więc oczywiście nie dałaby rady ogarnąć obu wyjazdów, ale w porządku – zabierze ze sobą swoją najlepszą przyjaciółkę Paige oraz Mię, więc nie będzie sama, a przy okazji pomoże prowadzić sforę razem z Betą Kyle’em, równolegle z uczestnictwem w weselu Gabby.
Nazywam się Savannah Leigh Johnson, mam osiemnaście lat i jestem najmłodszą córką Alfy i Luny sfory Blue Lake.
Moi rodzice to Luna Sophia i Alfa Jake Johnson. To najlepsi ludzie, jakich znam. Wspaniali rodzice i niesamowici przywódcy naszej sfory.
A potem jest moje rodzeństwo. Emma jest najstarsza z nas wszystkich. Tak naprawdę nie jest naszą siostrą z krwi, ale mama i tata wychowują ją od siódmego roku życia, więc jest naszą siostrą pod każdym względem, który się liczy. Właśnie skończyła trzydzieści lat i jest absolutnie piękna. Rok po tym, jak pojawiła się Emma, urodzili się moi bracia bliźniacy, Logan i Levi. Mają dwadzieścia dwa lata i są przyszłymi Alfami naszej sfory. No i jest Noah. Prawie ma dwadzieścia, choć wygląda na dużo starszego. Moje rodzeństwo doprowadza mnie do szału częściej, niż powinno, ale jesteśmy wobec siebie chorobliwie wręcz opiekuńczy i kocham więź, która nas łączy.
– Savannah Leigh Johnson, rusz swój tyłek po tych schodach natychmiast, nie zmuszaj mnie, żebym tam weszła! – Teraz naprawdę muszę się ruszyć. Moja mama jest najżyczliwszą kobietą na świecie, ale lepiej jej nie wkurzać. Wkładam książkę do torby i idę do SUV-a. Przed domem stoi sznur gotowych do drogi pojazdów: nasze rodzinne i reszta, wypełniona trzydziestoma wojownikami do ochrony oraz piętnastoma wilczycami, które liczą na znalezienie swoich bratnich dusz w sforze, którą odwiedzamy. Kiedy wsiadam i wszyscy mamy zapięte pasy, ruszamy w trasę.
Niech zacznie się zabawa.
Dwie godziny do końca, aż wreszcie uwolnimy się z tego samochodu. Na szczęście udało mi się przeczytać kilka rozdziałów książki i zaliczyć czterogodzinną drzemkę – brawo ja! Logan i Levi właśnie kłócą się o to, która dziewczyna-celebrytka jest najgorętsza, co mnie wcale nie dziwi. Zawsze znajdą coś, o co mogą się spierać, gdy gdzieś jedziemy. Robią się coraz głośniejsi, aż jedno spojrzenie mojej mamy sprawia, że obaj natychmiast milką.
– Jak Noah potrafi spać, kiedy wy się kłócicie tuż obok niego, tego nigdy nie zrozumiem – burczę do bliźniaków.
Obaj patrzą na Noaha i wybuchają śmiechem. Nawet nie muszę pytać, z czego się śmieją – już wiem, że zrobili mu jakiś numer, kiedy spał. U nas zawsze tak jest, a im jesteśmy starsi, tym gorsze robią się te kawały. Uwierzcie mi.
Kiedyś Noah postanowił włożyć gumę do żucia do mojej szczotki do włosów... Minęło osiem miesięcy, zanim moje włosy odrosły do normalnej długości. Ale ten palant za to zapłacił — uśmiecham się od ucha do ucha na wspomnienie jego miny tamtego ranka, kiedy obudził się z trwale jaskraworóżowymi włosami. Kiedy oni dalej zrywają boki ze śmiechu, pochylam się i zerkam na Noaha.
— O mój Boże... to genialne. Zabije cię, jak to zobaczy.
Oni są martwi.
— Zdjęcia już zostały wrzucone. — Logan promienieje z dumą.
O cholera, za to też mu się dostanie.
— Chcę, żebyście wszyscy zachowywali się jak najlepiej podczas wizyty w watasze Blood Moon. Mówię poważnie! — krzyczy tata z przodu.
— Nadal nie rozumiem, czemu musimy tam jechać, tato. Alpha Jack poprosił o to spotkanie, więc to on powinien przyjechać do nas — odkrzykuje mu Logan.
— Tak, zwykle to alfa, który prosi o spotkanie, podróżuje, ale Alpha Jack jest alfą dopiero od dwóch miesięcy. Nikt nie spodziewał się, że to on zostanie alfą, on sam również. Ma tylko szesnaście lat, biedny chłopak. To ogromna odpowiedzialność. Wy dwaj dobrze wiecie, ile to pracy, chłopcy, a przecież jesteście do tego szkoleni i przygotowywani. Alpha Jack nie miał żadnego szkolenia, potrzebuje pomocy i sojuszników, jeśli ma mieć jakąkolwiek szansę sobie poradzić. Nie stanowi zagrożenia ani dla nas, ani dla naszej watahy, więc odbycie tej podróży tym razem nie jest problemem.
— Nie pomyślałem o tym, masz rację, tato.
Bliźniacy szybko się z nim zgadzają.
— A może moje dzieci w końcu spotkają tam swoje pary — mówi mama z bąbelkiem ekscytacji w głosie.
Nie mogę się powstrzymać i przewracam oczami na ten jej podekscytowany ton.
Rozpoczęcie tradycyjnej kłótni o pary za 3... 2... 1...
— Moja para będzie najprzystojniejsza — odzywa się Levi.
— Phi, nie ma mowy, stary — ripostuje Logan.
O rany, zaczyna się.
— Każdy z nas będzie uważał swoją parę za najładniejszą, idioci. Tak to działa — prycha Noah.
— Kogo nazywasz idiotą, barani łbie?! — wrzeszczy Levi.
— Odpierdol się, kudłaty tyłku! — odkrzykuje Noah.
Rozpoczęcie mamy stawiającej ich do pionu za 3... 2... 1...
— Język! Jeśli usłyszę jeszcze jedno brzydkie słowo w tym cholernym samochodzie z ust któregokolwiek z was, chłopcy, będziecie biegać dwadzieścia mil każdego ranka przez cały nasz pobyt. Czy wyrażam się jasno?
Kocham moją mamę.
— Przepraszam, mamo...
— Przepraszam, mamusiu...
— Przepraszam, proszę pani...
— Levi, Logan, czemu ciągle prowadzicie tę samą kłótnię, skoro wiecie, że istnieje szansa, że skończycie z tą samą parą, bo jesteście bliźniakami?
— Ach, Sav, to tylko zabawa, nic więcej. Wiemy, że najpewniej będziemy dzielić tę samą parę. Zresztą to nieważne, bo i tak będzie kochała bardziej mnie, no przecież — wyśpiewuje Levi.
— Chyba cię pojebało! — prycha Logan.
— Logan, twoje dwadzieścia mil zaczyna się jutro rano! — pada mało zachwycony głos mamy.
— Hahaha, tak! — Wszyscy wiemy, że Levi zrobił to specjalnie.
— Zrobiłeś to celowo, prawda?
— Jasne, że tak. Miłego biegania, stary.
— Będziesz mu towarzyszył, Levi, obaj zaczynacie jutro o ósmej rano — oznajmia mama śpiewnym tonem.
— Ale ja nie przeklinałem.
— Nie, ale celowo wpakowałeś brata w kłopoty.
Levi i Logan zapadają się w obrażone milczenie na najwyższym poziomie. No cóż, to ich uciszyło. Reszta z nas nie może powstrzymać śmiechu. Mogą mieć dwadzieścia dwa lata, ale obrażać się potrafią jak rasowe maluchy.
— Ile jeszcze, tato? — krzyczę w stronę przodu SUV-a.
— Powinniśmy dojechać za jakieś półtorej godziny, motylku.
Tata odpowiada mi przezwiskiem, którym nazywa mnie od niemowlęctwa. Kocham motyle tak długo, jak tylko sięgam pamięcią. Podobno nawet jako niemowlę je uwielbiałam. Uśmiecham się do taty i wkładam AirPodsy, włączając na telefonie swoją ulubioną playlistę. Opieram głowę, zamykam oczy i rozluźniam ciało, podczas gdy dalej jedziemy.
Gdybym tylko wiedziała, jak bardzo ta podróż zmieni moje życie.
