Rozdział 4

Theo

Po tym, jak Alfa kazał mi wyjść z kuchni, po cichu ruszyłem z powrotem do swojej sypialni, mając nadzieję, że po drodze nikogo nie spotkam, i na szczęście mi się udało. Koszula jest cała we krwi z mojego rozbitego nosa, więc ją zdejmuję i sięgam po jedyną inną koszulkę, jaką mam. Wymaga prania, ale i tak jest lepsza niż bycie całym we krwi.

Postanawiam zabrać brudne ubrania i kostkę mydła, pójść nad jezioro i wyprać ciuchy, skoro mam trochę czasu. Nieczęsto mogę prać, bo muszę używać tej samej kostki mydła do mycia ciała i do prania, a mydło ma mi wystarczyć na cały rok. Jeśli skończy mi się wcześniej, nie dostanę następnego, ale za to dostanę lanie za to, że śmierdzę. Nauczyłem się na własnej skórze, żeby nie doprowadzić do tego, by mydło skończyło się przed upływem roku.

Zdarzyło się to tylko raz, na długo przed tym, zanim Jack został Alfą, i wtedy on oraz dwóch Wojowników pobili mnie o włos od śmierci. Powiedzieli, że mój smród jest tak straszny, iż wszystkich przyprawia o mdłości, i skatowali mnie tak, że leżałem w szpitalu watahy przez trzy tygodnie. Byłem po prostu wdzięczny, że Alfa Jason znalazł Jacka przy mnie i kazał zabrać mnie do lekarza, bo wątpię, żebym przeżył to lanie.

Oczywiście Jack skłamał i powiedział mu, że zaatakowali mnie Włóczędzy, ale nie byłem tym zaskoczony. Wilk taki jak Jack nie przyznaje się do tego, co zrobił. Wilk taki jak on nie widzi też nic złego w tym, co robi. Uważają, że wszystko im się należy, i stosują zastraszanie albo szantaż, żeby ukryć to całe gówno, a jednocześnie obnoszą się przed światem z tym rzadkim, fałszywym dobrem, które czasem udają im się zrobić.

I jak podejrzewałem, Jack zgarnął całą chwałę za „uratowanie mi tyłka” przed Włóczędnymi, choć tak naprawdę to on był odpowiedzialny za mój stan — on i dwóch jego przydupasków wśród Wojowników. Nigdy nie zapomnę ulgi, jaką poczułem, gdy obudziłem się w szpitalnej sali i wiedziałem, że będę żył. Ale wiedziałem też, że to będzie jedyny raz, kiedy w ogóle zobaczę lekarza watahy. Jack w przyszłości będzie ostrożniejszy — i miałem rację. To był ostatni raz, kiedy widziałem lekarza watahy z powodu jakichkolwiek obrażeń. Nie wolno mi. Mam po prostu leczyć się sam i wracać do roboty.

Alfa Jason był dobrym człowiekiem, nie miał pojęcia o tym, co się ze mną działo. Inne Omegi były źle traktowane, ale na szczęście nie tak jak ja — nie chciałbym, żeby ktokolwiek cierpiał tak jak ja. Wiem, że gdyby Alfa Jason dowiedział się o znęcaniu, powstrzymałby to, ale nie mogłem ryzykować; zagrożone było nie tylko moje życie, ale i życie pozostałych Omeg. Jack dał mi jasno do zrozumienia, że jeśli powiem Alfie Jasonowi, co się dzieje, skrzywdzi inne Omegi, a ja nie zamierzałem igrać z ich życiem, więc milczałem. Oczywiście żaden z nas nie spodziewał się, że Alfa umrze tak, jak umarł, a po jego śmierci wszystko stało się tylko gorsze.

Wilkołaki mają niewiarygodne tempo gojenia, więc bardzo rzadko potrzebują szpitala, a większość ran znika w ciągu kilku godzin — ale to działa tylko u zdrowych, silnych wilkołaków. Kiedyś byłem niesamowicie silny, zanim tu trafiłem, i przy moim wzroście — metr dziewięćdziesiąt pięć — nigdy nie miałem problemu z tym, by wzbudzać w innych na tyle dużo strachu, żeby moja rodzina była bezpieczna. Ale odkąd tu jestem, straciłem całą tę siłę, wszystkie mięśnie, i teraz wyglądam po prostu na wychudzonego i bezużytecznego.

Kogo ja próbuję oszukać? Jestem bezużyteczny. Nie mam już siły przeciwstawić się komukolwiek — ani psychicznie, ani fizycznie. Przez te wszystkie pobicia, chłosty i karmienie tylko wtedy, kiedy Alfa na to pozwoli, jestem wrakiem człowieka. Tak, dobrze słyszysz — nie wolno mi jeść normalnych porcji jak wszystkim innym, do cholery, są dni, kiedy nie wolno mi jeść w ogóle. Muszę być wdzięczny za każdy ochłap, który Alfa raczy rzucić w moją stronę. Omegi jedzą w kuchni, więc Jack zawsze uchodziło na sucho głodzenie mnie, jeszcze zanim został Alfą.

Jednak każde ciało ma swoje granice, jeśli chodzi o taki rodzaj przemocy, i wiem, że pewnego dnia moje po prostu się podda. Nie będę już w stanie walczyć i po prostu umrę. Uwierz mi, kiedy mówię, że bywały chwile, gdy pragnąłem, żeby to już nadeszło, niemal błagałem Boginię Księżyca o ten jeden akt łaski — o śmierć.

Bywały też chwile, kiedy myślałem, żeby samemu to wszystko zakończyć, i więcej niż raz byłem bliski, żeby to zrobić, ale z jakiegoś powodu po prostu nie potrafię. Nie wiem dlaczego ani co jest tego przyczyną, ale coś zawsze mnie powstrzymuje, zawsze zatrzymuje mnie tuż przed tym krokiem, a właśnie teraz nie mogę przestać myśleć o tym, jak łatwo byłoby przebiec przez las na szczyt klifu i po prostu skoczyć, skończyć to wszystko. Nikt by za mną nie tęsknił, a ja byłbym wolny.

„Theo... Theo, proszę, nie rób tego, jestem tutaj, mnie by ciebie brakowało.” Luca, mój wilk, wdziera się w moje myśli najsmutniejszym głosem, jaki kiedykolwiek u niego słyszałem. Nadal nie wiem, jak to możliwe, że wciąż jest przy mnie — zazwyczaj, kiedy ktoś staje się zbyt słaby, jego wilk odchodzi, przechodzi do kogoś innego i zostajesz bez wilka. Jednak Luca nigdy mnie nie opuścił, zawsze przy mnie trwał, mimo że od ostatnich sześciu miesięcy nie byłem w stanie biegać w wilczej postaci, bo jestem tak wyniszczony, on nadal jest ze mną.

To jedyny wilk, jakiego miałem w życiu, który mnie nie znienawidził od dnia, w którym straciłem rodzinę i watahę. Głos Luki wyrywa mnie z otchłani własnych myśli i skupiam uwagę na pięknym widoku przede mną — jeziorze, drzewach oraz spokoju i ciszy, jakie mi przynoszą.

„Nienawidzę wiedzieć, że jesteś smutny, Luca, przecież o tym wiesz, ale dlaczego nie miałbym tego zrobić? Po prostu ze wszystkim skończyć. Mógłbym być wolny, a ty dostałbyś nowego wilka, kogoś, kto na ciebie zasługuje i pozwoli ci znów biegać swobodnie. Kogoś silnego i odważnego, a nie takiego, który chowa się przed wszystkimi i wszystkim.”

„Nie chcę innego wilka, Theo, zawsze byliśmy tylko my. Przetrwamy to razem. Kiedyś będzie lepiej, obiecuję, tylko proszę, wytrzymaj dla mnie, dla nas, nie jesteś sam. To nie będzie tak wyglądać zawsze, Theo.”

„Przepraszam, Luca. Nic nie zrobię. Modlę się tylko do Bogini Księżyca, żebyś miał rację i żeby przyszły lepsze czasy.” Uświadamiam sobie, że siedzę nad jeziorem już od dłuższej chwili i powinienem wrócić do domu posprzątać kuchnię. Biorę uprane ubrania i mydło, po czym wracam do swojego pokoju. Rozwieszam mokre rzeczy na prowizorycznej lince, którą mam w pokoju, i kieruję się do kuchni. Żebra pulsują mi bólem, a głowa mi pęka, więc posyłam cichą modlitwę do Bogini Księżyca, żeby ten dzień szybko się skończył. Muszę się położyć, i to jak najszybciej.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział