Rozdział 5

Savannah

Powoli budzę się z drzemki i czuję się o wiele lepiej. Siadam na łóżku typu queen-size i zauważam szare jedwabne prześcieradła, na których leżę; ściany są jasnoszare, a na wprost łóżka na ścianie wisi telewizor o jakimś absurdalnie wielkim rozmiarze. Musi mieć z sześćdziesiąt–siedemdziesiąt cali. U stóp łóżka stoi kremowa sofa zwrócona w stronę telewizora, a przed nią mały stolik kawowy. Dywan jest biały, a pod stolikiem leży puszysty szary chodnik. Na prawo od telewizora dwoje przeszklonych drzwi prowadzi na balkon. Po drugiej stronie pokoju są jeszcze dwoje drzwi, które, jak przypuszczam, prowadzą do łazienki i garderoby.

Kiedy zsuwam się z łóżka, do nosa szybko dociera pewien zapach — przypomina mi truskawki i cynamon. Może to jakiś odświeżacz powietrza? Nie jestem pewna, ale tak czy inaczej pachnie obłędnie i będę musiała się dowiedzieć, co to jest. Mam ochotę zamknąć ten zapach w butelce i zabrać trochę do domu.

Kręcę głową, otwierając pierwsze drzwi. To garderoba i jest ogromna. Postanawiam od razu się rozpakować, skoro mam jeszcze czas przed kolacją. Biorę walizkę, rozwieszam ubrania, a majtki i staniki wkładam do szuflady. Potem podchodzę do drugich drzwi, a za nimi jest łazienka. To całkiem spore pomieszczenie. Jest tam prysznic typu walk-in, wystarczająco duży dla co najmniej ośmiu osób, a środek pokoju zajmuje wanna na lwich łapach i nie mogę się doczekać, aż ją wypróbuję.

Naprzeciwko prysznica są dwie umywalki, każda z lustrem nad nią, a z boku luster stoi szafka sięgająca od podłogi do sufitu. Zgaduję, że trzyma się tam ręczniki, a na sam koniec — przy ścianie za wanną stoi toaletka... Zaraz, toaletka w łazience? No cóż, to dla mnie nowość. Postanawiam nie zastanawiać się nad tym, po co tu jest, i wracam do sypialni.

Sprawdzam telefon i nie dziwi mnie, że mam cztery wiadomości od Mii. Zapomniałam napisać do niej, kiedy tu dotarłam, więc pewnie jest na mnie wkurzona. Dochodzę do wniosku, że lepiej ją udobruchać i zadzwonić do niej na FaceTime przed kolacją. Będzie zła tylko dlatego, że jest wścibską krową, uwielbia soczyste plotki, a szczegóły to jej najlepsi przyjaciele — mnóstwo, mnóstwo szczegółów. Odbiera już po dwóch sygnałach i przez następne trzydzieści minut opowiadam jej wszystko, co tylko mogę o tej watasze, zanim się żegnamy, bo musi się szykować na trening. Kiedy kończymy, sprawdzam godzinę i aż zeskakuję z łóżka, gdy widzę, że jest już piąta trzydzieści i muszę zacząć szykować się do kolacji. Szybko ruszam pod prysznic, podekscytowana pierwszym użyciem tego olbrzyma.

— O cholera! — krzyczę.

Odwracam się, wychodzę z pokoju, schodzę korytarzem i pukam do dużych drewnianych drzwi naprzeciwko mnie.

— Hej, skarbie, wejdź. Wszystko w porządku? — pyta mama, otwierając szerzej drzwi, żebym mogła przecisnąć się do środka.

— Hm... no więc mogłam zapomnieć spakować kilku łazienkowych drobiazgów i nie mam już czasu, żeby teraz jechać do sklepu i jeszcze zdążyć przygotować się na kolację. Nie chcę się spóźnić pierwszego wieczoru tutaj — odpowiadam cicho.

— Dobrze, nie ma problemu. Czego potrzebujesz, kochanie?

— Och, tylko... szamponu, odżywki, żelu pod prysznic, maszynki do golenia, myjki, pasty do zębów, szczoteczki do zębów, kremu nawilżającego i szczotki do włosów — odpowiadam, robiąc najbardziej anielską, niewinną minkę, na jaką mnie stać.

— Och, tylko tyle? Na pewno nic więcej ci nie potrzeba? — odzywa się tata swoim mało zachwyconym tonem.

— Nie, jestem prawie pewna, że to wszystko, tato — odpowiadam, przewracając oczami w myślach.

– Więc chcesz powiedzieć, że spędziłaś więcej czasu na czytaniu książki niż na skupieniu się na pakowaniu i teraz zapomniałaś wszystkiego, czego potrzebujesz do łazienki?

– Tak, mniej więcej o to chodzi, tato, ale nie zamierzam za to przepraszać. Doszłam do takiego momentu w książce, że nie mogłam po prostu przestać czytać. Musiałam się dowiedzieć, kim jest ojciec Jenny i czy Nathan naprawdę jest jej bratem, bo gdyby był, to ich randkowanie zrobiłoby się strasznie niezręczne i...

– Dobra, wystarczy, uszy mi krwawią! – krzyczy mój tata, próbując ukryć rozbawienie na twarzy. – Kochanie, idź i weź sobie z łazienki wszystko, czego potrzebujesz, a jutro skoczymy do sklepu, dobrze?

– Kochanie, idź i weź sobie z łazienki wszystko, czego potrzebujesz, a jutro skoczymy do sklepu, dobrze? – rozlega się po drugiej stronie pokoju anielski głos mojej matki, która siedzi przy swojej toaletce i suszy długie blond włosy. Moja matka jest piękną kobietą, z włosami sięgającymi pasa, wielkimi niebieskimi oczami jak ocean i figurą, za którą można umrzeć. Nigdy byście nie pomyśleli, że urodziła czwórkę dzieci. Jest jednak niska, co wyjaśnia mój wzrost – ma sto sześćdziesiąt trzy centymetry, a ja sto sześćdziesiąt pięć.

– Dziękuję, mamusiu, jesteś najlepsza!

– Och, mamo, tato, chcecie usłyszeć coś dziwnego?

– Nie, nie chcemy wiedzieć, czy Nathan naprawdę był jej bratem, czy nie – odzywa się tata tonem i z miną, które jasno dają mi do zrozumienia, że byłby całkiem zadowolony, gdybym już opuściła pokój. Ja i mama wybuchamy śmiechem na jego komentarz i minę, jaką robi.

– Nie, tego akurat nie miałam wam powiedzieć, ale skoro już o tym wspomniałeś, to nie, nie był, dzięki bogini – mówię, przybierając dramatyczną pozę. – W każdym razie moja toaletka stoi w łazience. Czy tylko ja uważam, że to dziwne? – pytam i szybko zauważam, że oboje patrzą na mnie tak, jakbym postradała zmysły.

– To dziwne – zgadzają się oboje.

– Mogę o tym wspomnieć Alfie Jackowi, jeśli chcesz, motylku? – pyta łagodnie mój tata.

– Nie, nic nie szkodzi, tato, nie martw się. Jestem pewna, że to nic takiego, a nie chcę robić zamieszania z powodu czegoś tak drobnego, kiedy dopiero co przyjechaliśmy. Tak czy inaczej, lepiej wrócę do swojego pokoju, bo nie zdążę się przygotować – mówię, wchodząc do łazienki i biorąc wszystko, czego potrzebuję. Żegnamy się i pędzę z powrotem do swojego pokoju. Muszę się przygotować, i to szybko.

Sama myśl o spędzeniu choćby chwili dłużej, niż to konieczne, z tym naszym kochanym Alfą Jackiem sprawia, że mam ochotę wziąć prysznic, położyć się do łóżka i na kilka godzin zniknąć w książce, ale zamiast tego muszę być posłuszną córką i wystroić się na kolację, której się obawiam.

– Będę z tobą, Savannah.

Głos Chloe zawsze pomaga mi się uspokoić, ale mimo to nie mogę pozbyć się niepokoju. Jest w nim coś, czego nie potrafię rozgryźć, ale wiem, że to coś, co mi się nie spodoba.

Jego Gamma Drake wcale nie był lepszy. Kiedy przyjechaliśmy, ledwie powiedział do nas dwa słowa; zamiast tego głównie burczał i chował się za Alfą Jackiem. Powiedziałabym, że wszyscy zachowują się dziwnie przez coś w powietrzu, ale Beta Alex wydawał się naprawdę miły i nie wyglądał na kogoś, komu przeszkadza poświęcenie nam czasu na rozmowę, pokazanie, gdzie będziemy mieszkać, i upewnienie się, że mamy wszystko, czego potrzebujemy.

Wypuszczam z siebie długie westchnienie, przyznając w końcu porażkę, i kieruję się do łazienki. Im dłużej siedzę na łóżku i próbuję się przekonać, żeby nie iść na tę kolację, tym gorzej będę się czuła z myślą o pójściu, a muszę tam być, choćby dla taty.

– No dobrze, Chloe, szykujmy się.

Obdarza mnie szerokim uśmiechem i kiwa głową, ale widzę, że ten uśmiech jest wymuszony. Ona też czuje się z powodu dzisiejszego wieczoru równie nieswojo jak ja, ale damy radę.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział