Rozdział 105

Leżeliśmy razem, owinięci w swoje nagie ciała. Moje palce powoli i bezwiednie śledziły blizny na jego plecach.

Niektóre były stare—ledwo wyczuwalne, jak szept pod skórą. Inne były nowsze, gniewne i różowe. Mój kciuk zatrzymał się na jednej blisko łopatki.

"Ta," powiedziałam cicho, "od piłki nożnej?"...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie