Rozdział 5

Elara miała być moim wsparciem, ale widzisz moją mamę?

  Moja mama nie lubiła Elary. Patrzyła na nią z cienką warstwą obrzydzenia, jakby nie mogła uwierzyć, że miałam czelność ją przyprowadzić.

  Elara, oczywiście, zauważyła. Zawsze zauważała. Ale nic sobie z tego nie robiła.

  Siedziała po turecku na miękkim fotelu w ekskluzywnym salonie piękności, bawiąc się pierścionkami na palcach.

  Jej jaskrawo fioletowe włosy opadały luźnymi falami na ramiona, kontrastując spektakularnie z neonowo zielonym topem i kraciastą spódniczką, które wybrała na ten dzień.

  Dodając do tego jej niepasujące kolczyki, jeden w kształcie gwiazdy, drugi półksiężyca, była chodzącym środkowym palcem dla świata konformizmu.

  "Elaro, kochanie," powiedziała moja mama, jej głos ociekał wymuszoną uprzejmością. "Nie sądzisz, że byłoby ci wygodniej poczekać na zewnątrz?"

  Elara uśmiechnęła się złośliwie, opierając się na krześle jakby była właścicielką tego miejsca. "Nie, jest mi tutaj idealnie wygodnie. Dzięki za troskę."

  Stłumiłam śmiech, co spotkało się z ostrym spojrzeniem mojej mamy. "Evie, mogłabyś wytłumaczyć swojej... przyjaciółce, że to nie jest jej miejsce?"

  "Och, myślę, że ona już to wie," powiedziałam, wzruszając ramionami. "Ale jest tutaj dla mnie, nie dla tych drogich maseczek."

  Nozdrza mojej mamy rozchyliły się, a ja mogłam praktycznie zobaczyć, jak powstrzymuje się od złośliwego komentarza. Zamiast tego zwróciła się do kosmetyczki, przyklejając na twarzy sztuczny uśmiech. "Zacznijmy już, dobrze? Moja córka potrzebuje pełnego pakietu - twarz, włosy, paznokcie, wszystko. Musi wyglądać przyzwoicie na dzisiejszy wieczór."

  "Przyzwoicie," mruknęłam pod nosem. "Jasne. Bo jestem taka katastrofa."

  "Evie," warknęła moja mama ostrym tonem. "Ta kolacja jest ważna. Spotkasz kolegów Alexandra, jego partnerów biznesowych. Ci ludzie ocenią cię w momencie, gdy cię zobaczą, i musisz zrobić dobre wrażenie."

  Przewróciłam oczami. "Nie biorę udziału w castingu do reality show, mamo. To tylko kolacja."

  "To nigdy nie jest tylko kolacja," powiedziała, mrużąc na mnie oczy. "I nie zapominaj, że to nie chodzi tylko o ciebie. Chodzi o nas wszystkich. Musimy wyglądać jak zjednoczona rodzina."

  Elara parsknęła śmiechem z fotela. "Tak, bo nic nie mówi 'zjednoczona rodzina' jak ciągnięcie córki do salonu i nazywanie jej katastrofą."

  Głowa mojej mamy obróciła się tak szybko, że myślałam, iż jej kark może pęknąć. "Słucham?"

  "Elara," powiedziałam szybko, rzucając jej ostrzegawcze spojrzenie.

  "Co?" Elara wzruszyła ramionami, całkowicie niewzruszona. "Tylko mówię to, co wszyscy myślą."

  "Dość," syknęła moja mama, jej twarz zaczerwieniona od złości. Zwróciła się z powrotem do kosmetyczki, machając ręką lekceważąco. "Zrób, co trzeba. Musi wyglądać perfekcyjnie."

  Kosmetyczka uśmiechnęła się niezręcznie, wyraźnie niekomfortowo z powodu napięcia, i gestem zaprosiła mnie do jednego z pokoi zabiegowych.

  Gdy wstałam, Elara pokazała mi kciuk w górę. "Dasz radę, Evie. Nie pozwól, żeby naziści piękności wygrali."

  Parsknęłam śmiechem, zdobywając kolejne gniewne spojrzenie od mamy, gdy przechodziłam obok niej. "Będzie dobrze," powiedziałam, głównie do siebie, idąc za kosmetyczką.

  Następne dwie godziny były dla mnie jak trzecia wojna światowa.

  Zabiegi na twarz, włosy i więcej produktów do pielęgnacji skóry, niż myślałam, że jest możliwe.

  Kiedy skończyli, moja skóra była jak porcelana, włosy opadały w lśniących falach na plecy, a paznokcie błyszczały subtelnym, ale drogim lakierem.

  Gdy wyszłam z pokoju zabiegowego, Elara wydała niski gwizd. "Kurde, Evie. Naprawdę się odświeżyłaś."

  Przewróciłam oczami, choć nie mogłam powstrzymać uśmiechu. "Dzięki, chyba."

  Moja mama, z drugiej strony, spojrzała na mnie krytycznym okiem. "Może być," powiedziała niechętnie. "Teraz czas na sukienkę."

  "Sukienkę?" powtórzyłam, jęcząc. "Mamo, już jesteśmy tutaj od godzin."

  "Dokładnie," powiedziała, chwytając torbę i wstając. "I nie wyjdziemy, dopóki nie będziesz gotowa na dzisiejszy wieczór."

  Spojrzałam na Elarę, która wzruszyła ramionami ze współczuciem. "Tym razem jesteś sama," powiedziała z uśmiechem.

  Westchnęłam, podążając za mamą z salonu do czekającego samochodu. Gdy kierowca ruszył, moja mama odwróciła się do mnie, a jej wyraz twarzy nieco złagodniał.

  "Kiedyś mi za to podziękujesz, Evie," powiedziała.

„Tak,” mruknęłam, patrząc przez okno. „Zobaczymy.”

  O kurczę!!!

  Ten dworek był... o cholera.

  Wysokie, marmurowe kolumny sięgały niemożliwie wysokich sufitów, całe miejsce krzyczało bogactwem. Żyrandole, które pewnie kosztowały więcej niż całe moje życie, błyszczały nad głową, a podłoga pod moimi stopami lśniła tak perfekcyjnie, że mogłam zobaczyć w niej swoje odbicie.

  Starałam się nie rozdziawiać ust, ale było to trudne. To nie był tylko dworek, to było praktycznie pałac.

  Schody zrobione ze srebra... chwila, czy to są diamenty na postumentach?

  To było zbyt ekstrawaganckie, żeby można było czuć się w tym domu jak u siebie.

  „Zamknij usta, Ewka,” szepnęła ostro moja mama, szturchając mnie.

  Zamknęłam szczękę, spoglądając na nią.

  Po raz pierwszy nie miała na sobie czegoś, co krzyczało desperacją. Zamiast tego była ubrana w elegancką, szmaragdową sukienkę, która idealnie na niej leżała, a jej blond loki były elegancko upięte. Wyglądała na szczęśliwą, wręcz promienną.

  I może dlatego nie odpyskowałam jej od razu za komentarz o zamknięciu ust.

  „Nie zapomnij, co ci mówiłam,” kontynuowała Lorelei, jej głos był cichy, ale stanowczy. „Sztućce zaczynasz od zewnątrz. Kieliszki po prawej. Serwetka na kolanach, jak tylko usiądziesz.”

  Westchnęłam cicho. „Mamo, nie jestem dzieckiem. Wiem, jak używać widelca.”

  „Nie rób mi wstydu,” odparła, jej uśmiech był napięty, gdy jeden z pracowników domu prowadził nas w stronę wielkiego wejścia.

  Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, podwójne drzwi przed nami otworzyły się, ukazując duży salon, który jakoś udało się uczynić zarówno luksusowym, jak i onieśmielającym.

  I tam był, Aleksander Caldwell.

  Wstał, gdy weszliśmy, człowiek, który wyglądał, jakby należał na każdą okładkę magazynu Forbes.

  Wysoki i szerokoramienny, jego siwe włosy były starannie uczesane, a dopasowany garnitur leżał na nim tak perfekcyjnie, jakby był uszyty na miarę.

  „Witajcie,” powiedział ciepło, idąc w naszą stronę. Jego spojrzenie zatrzymało się na mojej mamie, a sposób, w jaki jego twarz rozjaśniła się, gdy pocałował ją w policzek... wyglądało, jakby naprawdę, szczerze ją lubił.

  Moja mama uśmiechnęła się do niego, i przez chwilę wyglądała na niemal nieśmiałą.

  Nigdy jej takiej nie widziałam.

  „Miło cię poznać, Ewka,” powiedział Aleksander, zwracając się do mnie.

  Uśmiechnęłam się uprzejmie, nagle bardzo świadoma delikatnej, jasnoniebieskiej sukienki, którą mama kazała mi założyć. Sukienka podkreślała moją sylwetkę, nie będąc zbyt ciasną, a jej delikatne koronkowe rękawy dodawały odpowiednią dawkę elegancji. „Miło pana poznać, proszę pana,” powiedziałam, mój głos był bardziej pewny niż się czułam.

  Spojrzał na mnie przez chwilę, a potem uśmiechnął się. „Wyglądasz naprawdę pięknie dzisiaj wieczorem.”

  Poczułam, jak moje policzki robią się gorące, gdy spojrzałam w dół, odgarniając kosmyk włosów za ucho. „Dziękuję, proszę pana,” wymamrotałam.

  „To pewnie przez pieniądze, które na nią wydałeś,” rozległ się głos z kąta pokoju.

  Mrugnęłam, patrząc w górę, by zobaczyć dziewczynę w moim wieku stojącą przy kominku. Jej ręce były skrzyżowane, a niebieskie oczy przeszywały mnie jak szkło. Jej platynowe blond włosy były związane w gładki kucyk, a strój krzyczał „projektant” od stóp do głów.

  Aleksander westchnął. „A to,” powiedział, wskazując na nią, „jest moja córka, Riley, wiecznie wściekłe dziecko.”

  Dziewczyna przewróciła oczami. „Miło cię poznać, przyrodnia siostro.” Jej ton ociekał sarkazmem, i już mogłam powiedzieć, że mnie nienawidzi.

  „Gdzie jest twój brat?” zapytał Aleksander, ignorując jej nastawienie.

  „Pewnie robi coś głupiego,” mruknęła. „Znasz Rydera.”

  Zamarłam.

  Ryder?

  Nie. To nie mogło być...

  „Mamo,” powiedziałam cicho, pochylając się w stronę Lorelei, gdy Aleksander zaczął coś tłumaczyć dziewczynie. „Nie powiedziałaś mi, że ma dzieci.”

  „Och, nie martw się o to,” szepnęła, machając ręką. „Syn Aleksandra to geniusz piłki nożnej. Gwiazdor rozgrywający. Polubisz go.”

  Otworzyłam usta, żeby zapytać więcej, ale zanim zdążyłam, przez pokój rozległ się dźwięk kroków.

  „Przepraszam za spóźnienie,” powiedział głęboki, znajomy głos.

  Odwróciłam się w stronę drzwi i moje serce stanęło.

  Stał tam, ubrany w idealnie dopasowany garnitur i wyglądający, jakby właśnie wyszedł z mojego najgorszego i najlepszego koszmaru.

  O kurwa.

  Ryder.

  Ten gorący nieznajomy z jednonocnej przygody.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział