Rozdział 67

Trening zakończył się gwizdkiem i cichym przekleństwem pod nosem Mii. Ledwo to usłyszałam.

  Moje oczy były skierowane na Maję.

  Nie wróciła po tym, jak wybiegła. Jej rzeczy wciąż leżały obok ławek. Jej butelka z wodą była w połowie pełna. Torba rozpięta.

  Czekałam, pozwalając reszcie drużyny powo...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie