Rozdział 177

PERSPEKTYWA GAVINA

Kiedy dotarliśmy do szpitala stada, las był nienaturalnie cichy, jakby burza, która przez niego przeszła, nigdy nie miała miejsca.

Drzewa stały znów w milczeniu, ale powietrze wciąż było przesiąknięte duchem przemocy—zwęglona ziemia, rozszarpana kora, krew. Cichość po rzezi.

Wyglą...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie