Rozdział 237

SERAPHINA’S POV

Nocne powietrze było chłodne i miękkie, gdy wyszłam z domu watahy, w końcu, błogo, sama.

To był pierwszy cichy moment, jaki miałam przez cały dzień.

Powinnam była poczuć ulgę.

Zamiast tego, więź pulsowała pod moją skórą jak siniak dotykany zbyt wiele razy.

Lekkość, którą czułam będąc...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie